Przemyślenia

Wyjście z chaosu i potrzeba prostoty

25 września 2016

Nie wiem czy zauważyliście, ale chyba najbardziej popularnym tematem w sieci jest obecnie minimalizm we wszystkich możliwych odsłonach.

Internet wprost huczy od porad jak prowadzić slow life. Świadome i proste życie, koniecznie w otoczeniu pięknych przedmiotów wydaje się być jedynym słusznym. Instagram i Pinterest uginają się pod natłokiem eklektycznych fotografii koniecznie w odcieniach bieli i szarości.

Z jednej strony bardzo mi się to podoba. Cieszę się, że ludzie powoli zaczynają uwalniać się ze szpon konsumpcjonizmu i celebrować prostotę. Bardzo podobają mi się te minimalistyczne wnętrza, fotografie i ogólnie styl życia.

Z drugiej jednak strony, choć zabrzmi to może jak oksymoron, poczułam się przez tą prostotę przytłoczona.

Zrozumiałam już, że blogi, Instagram i Pinterest, to nie są miejsca, gdzie należy uczyć się życia. Oczywiście, że prezentowane tam treści są inspirujące i miłe dla oka, ale kompletnie brak mi w nich autentyczności. Pokazują tylko stylizowany wycinek rzeczywistości, a próba naśladowania w moim przypadku zawsze kończy się porażką.

Strasznie mi się przejadło słowo minimalizm.

Z jednej strony filozofia ta jest mi bliska, ale mam wrażanie że stanie się takim minimalistą „z internetów” jest samo w sobie strasznie nieminimalistyczne. Pewnie to stereotyp, ale mam wrażenie, że aby zostać minimalistą trzeba: pomalować dom na biało, kupić kilka stylowych mebli, wymienić garderobę na taką wysokiej jakości, zostać weganinem, freelancerem i zacząć pisać bloga.

Wszystkie te kryteria nakładają tyle ram i obostrzeń, że aby je spełnić musiałabym zapewne podjąć trzecią pracę i moje wspaniałe proste życie poszłoby w las.

Dlatego nie chcę być minimalistką, nie chcę mieć świadomego slow life, a jednocześnie szalenie potrzebuję prostoty na moich warunkach. Nie instagramowej bieli ale zwyczajnego życia, gdzie być jest ważniejsze niż mieć.

Chciałam jakoś nazwać mój styl życia, moją filozofię. I tak powstała Klarowna Prostota.

Nowa rola życiowa, której się uczę, narzuciła mi mnóstwo dodatkowych obowiązków. Do tego dwie prace, studia i sporo zainteresowań. Czuję, że jeszcze nie całkiem panuję nad sytuacją. Czekam na plan zajęć, który w końcu pozwoli mi rozplanować najbliższe pół roku. Żyję w chaosie, a pragnę prostoty. I znajdę ją, bo w końcu wiem w którą stronę iść.

W najbliższym czasie opowiem Wam trochę o moich postępach na drodze prostego upraszczania.

A na razie dajcie znać, co myślicie o tej modzie na #minimal #slow #life

  • Ja prowadzę „slow life”, bo taką mam naturę (zawsze wychodziłam ostatnia z szatni przed w-f-em, ostatnia wiązałam buty przed wyjściem na lekcje itd.). Jeszcze większy slow odnalazłam w tej ciąży, gdy zalew endorfin chce wić gniazdo, ale ciało ma swoje ograniczenia. I dobrze mi z tym moim slow, które jest moje – prawdziwe, naturalne.

    Minimalizm? Miałam puste ściany, to je zapełniłam. Pokoje zapełniły się regałami, bo choć nie mam tysiąca niepotrzebnych rzeczy, to i tak gdzieś je pochować trzeba. Minimalizm w moim wydaniu to unikanie pstrokatości, zbędnych i niepraktycznych gratów (zamiast ozdobnych figurek, wolę ozdobne świeczki) i szukanie rozwiązań, które nie zagracą niewielkiego M (przymierzam się do zakupu kanapy o szer. 143 cm i z funkcją rozkładania, zamiast kupić szerszą, ale nie rozkładaną kanapę i kilka materacy).

    To z mojej strony.

    Klarowna Prostota – brzmi super! Znajdź swój styl i olej Pinteresta. Ja tam od jakiegoś czasu nie wchodzę, bo mam dość ślinienia się na rzeczy drogie/nieosiągalne/itd.

    • Zgadzam się 🙂 Nie mając nie wiadomo czego rzeczy się zbierają 🙂 Zwłaszcza jak się ma Męża Majsterkowicza który ma mnóstwo niezbędnych narzędzi 😉

  • Powodzenia!