Małżeństwo | Miesięcznik Młodej Mężatki

Przemyślenia rocznej mężatki

16 sierpnia 2017

Dwa dni temu świętowaliśmy swój Roczek. Oczywiście nikogo nie zdziwię kiedy powiem że minął mi ten rok jak jeden dzień.

365 dni radości, smutku, płaczu, złości, czułości, bliskości, rozczarowań, marzeń, kłopotów i sukcesów.

Rok w którym zostałam inżynierem i managerem w korpo. Rok w którym próbowałam zrozumieć siebie, to czego pragnę i do czego jest zdolna. Rok, w którym uczyłam się kochać mojego Męża, służyć mu, przyjmować od niego pomoc, razem się cieszyć, nazywać swoje uczucia i radzić sobie z zazdrością.

To był dobry rok, ale trudny. Wiele razy miałam takie myśli że za młodo wyszłam za mąż, że nie jestem na to gotowa emocjonalnie, że nie dorastam do roli żony, że mam swoje dziwne problemy, załamania, marzenia które nie pasują do dojrzałej kobiety z jaką zawsze kojarzyła mi się rola żona. Ale nigdy nie żałowałam, choć wiem że mój Mąż miał ze mną ciężko, wiem że mam wiele do nadrobienia, zanim zacznie się odpowiedzialne życie, zanim pojawią się prawdziwe problemy.

Miło jest spędzać czas we dwoje jako mąż i żona, miło się wygłupiać, miło śpiewać, jeździć na rowerze, jeść kolację po północy i zjadać dużą milkę na pół. Miło jest nie musieć się tak naprawdę niczym martwić, miło mieć trochę czasu na rozwój siebie, na zdefiniowanie swoich priorytetów. Jakaś część mnie chciałaby już to „poważne życie”, mieszkanie bez współlokatorów, dziecko i auto które zapala. Ale ten rok pokazał mi że nie jestem na to gotowa. Uczę się roli żony, uczę się bycia kobietą dojrzałą i przede wszystkim uczę się kochać siebie – bo jak się okazało, tego mi najbardziej brakuje.

Spędziliśmy miły rok w garażu, bez wielkich zmartwień. Wszystkie łzy były spowodowane „na szczęście” mną samą, moimi oczekiwaniami, marzeniami czy porównywaniem się z innymi. Starałam się być zawsze miłą żoną, choć nie wychodziło mi tak dobrze jak mojemu mężowi, który jest naprawdę bardzo miły i zezłościł się na mnie może ze 3 razy 🙂

Jestem w dobrym punkcie mojego życia, bo bardzo jestem świadoma swoich wad i obszarów na którymi muszę popracować. Jestem w dobrej sytuacji, bo mam Męża który mnie stopuje, on nieustannie mówi: „przeżyj w pełni i dobrze ten etap który jest teraz, zanim wskoczysz do następnego”. Czasami złości mnie to stopowanie bo ja bym chciała Alleluja i do przodu, ale coraz wyraźniej widzę, że właśnie tego potrzebuję.

Nie potrzebuję jeszcze wyprowadzać się z garażu, mieć dziecka itp. Potrzebuję pokochać i zaakceptować siebie i to jest mój jedyny plan na kolejny rok. (Oczywiście oprócz kochania mojego Programisty coraz bardziej :))