Kategoria-wpisow

[Plan naprawczy, spora zmiana, wielkie nadzieje i walka] – MMM Czerwiec 2017

2 lipca 2017

Nie zdziwię nikogo jeżeli powiem że czerwiec minął w zastraszającym tempie 🙂 Udało mi się załatwić dużo punktów z wielkiej listy „todo”, założyć konto na instagramie i przeżyć około 10 kryzysów egzystencjalnych. Z pozytywnych rzeczy, to zakończyłam pierwszy semestr ze średnią 5.0 i spędziłam dwa miłe weekendy z rodziną. To był wyczerpujący miesiąc. Zapraszam na podsumowanie.

Kiedyś myślałam, że małżeństwo rozwiąże wszystkie moje problemy. Było to naiwne i głupie, a jedyne co mam na swoje usprawiedliwienie, to młody wiek i nieznajomość życia. Wciąż z marnym skutkiem uczę się żyć „tu i teraz” a nie odkładać aż wyprowadzimy się z garażu czy będziemy mieli dziecko. Od 17 roku życia ciągle odkładałam swoje życie na później, aż tu nagle obudziłam się w wieku lat 23 z mężem u boku, pracą w korporacji i stanem przed depresyjnym. Czerwiec był ciężkim miesiącem dla mojego życia psychicznego. Zdałam sobie sprawę (za późno), że wszystkie moje problemy biorą się z mojego wnętrza i dopóki się z nimi nie uporam, to nie będę szczęśliwa, niezależnie od tego co dzieje się dookoła mnie.

Nie wiem jak się za to zabrać a nie chcę wylądować na terapii, ponieważ mam bardzo złe wspomnienia z tym związane, z drugiej strony jednak, obawiam się że sama mogę nie dać rady. Staram się jakoś zaakceptować to, co dzieję się dookoła mnie, ale garaż zaczął mnie bardzo uwierać, nie potrafię dogadać się ze współlokatorami, czuję się ostatnia frajerka kiedy sprzątam po ludziach starszych ode mnie, ponieważ jestem jedyną osobą której zależy na tym żeby nie mieszkać jak w chlewie. O ile sprzątanie za mojego męża mogę zaakceptować, bo w końcu takie jest zadanie żony, o tyle sprzątanie po obcych ludziach, który mają gdzieś przypisane dyżury mocno mnie frustruje.

Dodatkowo z jakąś niesamowitą siłą obudził się we mnie instynkt macierzyński, od trzech miesięcy bezskutecznie próbuję go w sobie zdusić, ale wychodzi mi to bardzo średnio. Co prawda umówiliśmy się z Mężem, że będziemy mieć dziecko dopiero 3-4 lata po ślubie, ale kiedy się na zgadzałam wydawało mi się że kompletnie nie mam ochoty zostawać mamą. Teraz coś mi się przestawiło, ale umowa umową i muszę jeszcze trochę poczekać 🙂

W ramach radzenia sobie z trudnymi myślami założyłam konto na instagramie, gdzie zebrałam moje ulubione zdjęcia kilka lat wstecz. W ramach terapii przeglądam je, aby przypomnieć sobie że moje życie jest całkiem fajne.

Jestem bardzo przemęczona, ponieważ praca na cały etat, studia w weekendy i samodzielne prowadzenie domu (+nieustanne sprzątanie) bardzo nadwątliły moje siły. Podjęłam decyzję że na pół roku przejdę na pół etatu. Bardzo lubię moją pracę, ale mój mąż nie lubi obowiązków domowych, więc ustaliliśmy że zacznę miej pracować, żeby nie zaniedbywać domu i żeby on nie musiał mi pomagać. Mam nadzieję że uda mi się uszczknąć trochę czasu dla siebie na pisanie pracy magisterskiej, naukę włoskiego i sport.

Jak chodzi o sport, to jestem chyba w najgorszej formie życia. Czuję się jak sflaczały kapeć i mam zadyszkę podczas wchodzenia na piąte piętro. Postanowiłam (i mam nadzieję że dla odmiany uda mi się wytrwać w tym postanowieniu) że z okazji mniejszej ilości pracy w korpo, poświęcę godzinę dziennie na aktywność fizyczną, i zacznę jeść normalne śniadania zamiast wcinać drożdżówki. Mam nadzieję, że dzięki takiej zmianie i regularniejszym posiłkom uda mi się zrzucić kilka kilo, wzmocnić mięśnie i przestać wyglądać jak sflaczały worek.

Żeby nie lecieć takimi negatywami to pochwalę się że skończyłam semestr ze średnią 5.0. Wiem, że na zaocznych to żadna sztuka, ale przynajmniej dostanę stypendium i koszta studiów mi się zwrócą.

Postanowiłam też wprowadzić w życie plan naprawczy i przez najbliższe pół roku ostro wziąć się za siebie. Mam mnóstwo powodów do wdzięczności i mnóstwo wad nad którymi muszę pracować. Nie chcę zmienić się w statystycznego polaka – narzekacza, albo zrzędliwą żonę, a wiem, że jeżeli nie zacznę intensywnie nad sobą pracować, to nastąpi to szybciej niż mi się wydaje.

Czasami trzeba przeżyć trochę ciężkich chwil, żeby ustanowić swoje priorytety. Teraz już wiem, że muszę zrobić to ja, ponieważ to ja zawaliłam i ja muszę powstać na nowo.

Wcale nie chce mi się zaczynać tej ciężkiej drogi, ale mam nadzieję że jak już zacznę, to jakoś ruszy. Powoli ale do przodu. I tego się trzymam.

  • Alicja

    „sprzątanie za mojego męża mogę zaakceptować, bo w końcu takie jest zadanie żony”
    Kochana, ale wydaje mi się, że nie takie jest zadanie żony 😉
    Zadaniem żony jest wspieranie męża, a zadaniem męża jest wspieranie żony.
    Kurczę, nie mam pojęcia jak to jest u Was, więc nie chcę pochopnie oceniać, ale to, że zaczniesz pracować mniej żeby Twój mąż nie musiał Ci pomagać bo nie lubi… no nie brzmi to dobrze.

  • Aleksandra Wołkowska

    klara jak ci sie bedzie wydawało ze chcesz juz dziecko wpadnij do nas- gwarantuje ze zweryfikujesz instynkt macierzynski w 100%. albo pogadaj z Agata, ona zna cala prawde o zyciu z dziecmi :DD

  • squirrellikespeanuts

    Chciałabym odnieść się do tego „Jestem bardzo przemęczona, ponieważ praca na cały etat, studia w weekendy i samodzielne prowadzenie domu (+nieustanne sprzątanie) bardzo nadwątliły moje siły. Podjęłam decyzję że na pół roku przejdę na pół etatu. Bardzo lubię moją pracę, ale mój mąż nie lubi obowiązków domowych, więc ustaliliśmy że zacznę miej pracować, żeby nie zaniedbywać domu i żeby on nie musiał mi pomagać. Mam nadzieję że uda mi się uszczknąć trochę czasu dla siebie na pisanie pracy magisterskiej, naukę włoskiego i sport.”. Widzę, że dużo rzeczy wziełaś sobie na głowę – studia, praca, praca w domu. Nie chcę pochopnie oceniać Twojego męża, ale czy on zdaję sobie zprawę ile musisz robic w domu? Czy on też syudiuje jeszcze? Nastawienie nie lubi, więc ja robię wszystko nie jest chyba dobre w związku. Może spróbujcie razem gotować, sprzątać. Wspólne robienie takich obowiązków jest milsze. Rezygnując z części etatu, któy lubisz poświęcasz się dla drugiej osoby, ta druga osoba też powinna się poświęcić. My oboje nie lubimy obowiązków domowych, oboje pracujemy na cały etat i wspólnie zajmujemy się domem. Oczywiście każdy ma swój rewir działania, ale wszystko nie spada na jedną osobę więc mamy czas na nasze pasje oraz studia. Mój mąż też jest programistą (w sumie ja trochę też 😛 ). Życzę powodzenia w podjęciu właściwych decyzji.

  • Joanna

    Hej Klaro, muszę zgodzić się z komentarzami dziewczyn poniżej…Ty masz stany przed depresyjne z powodu przemęczenia i rezygnujesz z pracy na pełen etat, bo Twój mąż nie lubi sprzątać?!

    „Bardzo lubię moją pracę, ale mój mąż nie lubi obowiązków domowych, więc ustaliliśmy że zacznę miej pracować, żeby nie zaniedbywać domu i żeby on nie musiał mi pomagać.”

    Trudno mi uwierzyć, że czytam takie słowa ze strony młodej mężatki! „żeby nie musiał mi pomagać”? A ty musisz chodzić do pracy, studiować i całkowicie sama zajmować się domem? 😉 Trochę to nie w porządku!

    Piszesz, że założyłaś instagrama, czy kiedyś z namowy męża nie zrezygnowałaś z kanałów komunikacji społecznej?

    Wiem, że nie było twoim celem przedstawienie męża w złym świetle, ale…nie wygląda to dobrze. Małżeństwo to chyba coś więcej niż poczucie frustracji i wyczerpania po obowiązkach domowych? Mieszkam z ukochanym od 4 lat i od zawsze dzielimy się obowiązkami: on nie lubi sprzątać łazienki a ja chodzić na zakupy spożywcze, on woli odkurzanie a ja mycie naczyń – żadne z nas tego nie lubi, ale podział pracy w gospodarstwie domowym jest tym co uważam za jeden z plusów postępu i ruchów równouprawnienia…Skoro ty chodzisz do pracy zamiast siedzieć w domu, to za całkowitą normę uważam, że on pomaga w obowiązkach domowych. Każda inna sytuacja byłaby dla mnie zwyczajną niesprawiedliwością i męczeństwem na siłę.

    Ciekawi mnie, czemu masz złe doświadczenia z terapią? Jestem z wykształcenia psychologiem i naprawdę odradzam samopomoc w przypadku poważnych problemów. Terapeuta nie rozwiąże twoich problemów, ale pomoże ci zyskać pewien stopień samoświadomości, będący czymś więcej niż tylko „muszę wziąć się w garść i naprawić swojego życie”. Da narzędzia do radzenia sobie z trudnymi emocjami.

    Życzę harmonii w życiu, wsparcia od najbliższych i nie brania na siebie zbyt wielu obowiązków – każdy z nas ma ograniczony czas, siły i możliwości fizyczne jak i psychiczne!

  • Emilia Litwinko

    Proszenie o pomoc i jej przyjmowanie jest dla osób kochających samodzielność i niezależność najbardziej ubogacającym doświadczeniem w życiu. Dużo bardziej ubogacającym niż samo dawanie. Ja z poziomu „Zośki Samośki” bo „to ja muszę dawać, służyć mężowi dbać o wszystko i sobie radzić” przeszłam w relacji ze swoim mężem do wzajemnej współpracy i nie unikania go obarczania tym, co jest dla mnie za ciężkie, a w czym może mi pomóc mimo swojego „nie lubię” i „nie mam ochoty”. To jest najbardziej owocny okres naszego małżeństwa ( po 6 latach), ponieważ wreszcie NAPRAWDĘ czerpiemy z tego oboje- ja przekraczam samą siebie, bo wreszcie uczę się polegać na innych i prosić ich o pomoc, a on przekracza samego siebie, bo przejął inicjatywę i robi to, czego nie lubi- dla mnie i rodziny, a ja- zwyczajnie- przestałam mu odbierać szansę, by i on mógł pomóc. Polecam taką relację, bo w miłości właśnie o to chodzi- żeby się nawzajem ubogacać i służyć sobie wzajemnie swojemu rozwojowi, no i cóż- zazwyczaj jest to taka droga, której się nie lubi:)))) Polecam do przemyślenia i ściskam cieplutko- kryzysy mają to do siebie, że przychodzą czasem- ale ważne żeby z nich wyciągnąć wnioski i budować dalej:)))