Codzienność

O tym jak zostać minimalistką

5 marca 2016

Wiosenne wyzwanie porządkowe zachęciło mnie do przemyślenia paru kwestii.

Jakiś czas temu bardzo spodobała mi się idea minimalizmu. Nurt ten stał się ostatnimi czasy bardzo popularny i modny, a ja choć zazwyczaj nie podążam za trendami, zachłysnęłam się tą filozofią i postanowiłam że „ja też tak chcę”.

Pełna zapału zaczęłam przekopywać internet w poszukiwaniu inspiracji. Patrzyłam na kawałek spreparowanej rzeczywistości  i zastanawiałam się jak zostać minimalistką. W ręce wpadła mi także książka Naczelnego Minimalisty Świata, która choć ciekawa nie podała sporej ilości konkretów. Szukałam i szukałam bez skutku. Ilekroć wpisałam w Google „minimalistyczne życie” otrzymywałam zdjęcia pięknie urządzonych mieszkań, tak jakby to jak się mieszka miało znaczny wpływ na to kim się jest.

Idąc za tą myślą zaczęłam moją przygodę z minimalizmem od zewnątrz, co jednak przystopowało mnie, zanim się na dobre rozpędziłam, ponieważ posiadanie własnego kawałka do urządzenia nie stało się jeszcze moim udziałem.

Biel, przestrzeń, światło… To słowa opisujące miejsce w moim odczuciu idealne do rozwijania minimalistycznych skłonności

Biel, przestrzeń, światło… To słowa opisujące miejsce w moim odczuciu idealne do rozwijania minimalistycznych skłonności, tymczasem miejsce w którym mieszkam na co dzień ma nie całe 9 m2, żółtą tapetę, niebieski sufit oraz pozostałe dwie ściany, jedną w kolorze bordowym a drugą łososiowym z niebieskimi plamami tu i tam. Meble (które powinny być białe lub sosnowe najlepiej z IKEA) w moim wydaniu prezentują się jako tapczan, mały stolik, żółte półki nad łóżkiem, szafa pamiętająca czasy głębokiej komuny oraz SOSNOWY 🙂 regał który zrobiłam z tatą zanim się przeprowadziłam. Jest piękny, prosty i minimalistyczny ale niestety nie widać go, ponieważ jest schowany we wnęce. Tak czy owak wnętrze w którym mieszkam jest idealnie zlokalizowane i tanie, ale niestety zupełnie nie takie jak chciałabym żeby było.

Kolejne podjęte kroki okazały się być nieco rozsądniejsze. Zabrałam się za pozywanie. Zarówno w studenckim pokoju jak i domu rodzinnym porządkowałam, pakowałam i przekładałam w efekcie rozdając lub wyrzucając 4 solidne kartonowe pudła.

Następnie zabrałam się skomponowanie szafy. Nie kupiłam nic nowego, ale udało mi się stworzyć całkiem niezłą bazę na podstawie rzeczy które miałam. Bezlitośnie rozprawiłam się z nienoszonymi ubraniami (co ciekawe udało mi się zgromadzić całe pudło fajnych ubrań które zakwalifikowałam jako „ciążowe” – nie wiem skąd się u mnie tyle ogromnych rozmiarów;) ). Projekt „szafa” okazał się być sukcesem.

Mimo tych działań, wciąż nie czułam że osiągnęłam to, co chciałam. Mam w głowie obraz filigranowej osoby o jasnych włosach, nie wiem skąd wyrobiłam sobie przekonanie że tak wygląda minimalistka. Poruszając się w świecie Instagramowej iluzji traciłam wiarę w sensowność moich działań.

Poruszając się w świecie Instagramowej iluzji traciłam wiarę w sensowność moich działań.

Jak zawsze z pomocą przyszedł mi Ukochany Programista, który powiedział że minimalizm mu się podoba i możemy w to wejść. Zdziwiłam się, ponieważ jest on typem pospolitego zbieracza który chomikuje wszystko co „może się kiedyś przydać”. Bycie chomikiem w  moim odczuciu kłóci się z minimalizmem, ale jak się wtedy okazało minimalizm jest w sercu i umyśle, a my tak naprawdę od dawna żyjemy wg tej filozofii.

Nie ważne czy masz jasne mieszkanie, ładne meble, idealną szafę czy wyglądasz „minimalistycznie”. Ważne że w Twoim życie kierujesz się pewnymi zasadami.

Nie przywiązujesz wagi do posiadania i kupowania

Starasz się nie trzymać dziadostwa i bibelotów

Upraszczasz życie aby mieć więcej czasu na przyjemności

Cieszysz się tym co tu i teraz i wierzysz że Twoje szczęście jest wewnątrz Ciebie

Cenniejsze są Ci chwile, wspomnienia i osoby niż przedmioty materialne

Minimalizm, jak wszystko, zaczyna się w głowie. To konsekwencja decyzji aby odciąć się od konsumpcjonizmu i pędu Świata. To świadomość że wszystko czego potrzebujesz do szczęścia już posiadasz. To świadomość, jakość i spokój. A zewnętrzna otoczka to tylko (ważny, ale możliwy do pominięcia ze względu na okoliczności) dodatek.