Notatki Narzeczonej | Przemyślenia

O nowym feminiźmie

24 marca 2016

Zainspirowana spotkaniem z Kasią Marcinkowską, autorka projektu Serce Kobiety w którym uczestniczę postanowiłam napisać coś niecoś na temat nowego feminizmu, bo jak się okazuje niewiele osób ma o czymś takim pojęcie.

Terminu tego po raz pierwszy użył św. Jan Paweł II, mówiąc że „Kościół potrzebuje nowego feminizmu” i od tego wezwania zaczęło się kształtowanie tego nurtu.

Niestety feminizm jest kojarzony bardzo negatywnie (również przeze mnie). Przed oczami stają mi walczące baby, które krzyczą, złoszczą się i wyrządzają szkodę innym kobietom.

Przede wszystkim nie wiedzą chyba one o czym mówią, ponieważ feminizm jak sama nazwa wskazuje to skupienie się na kobiecie i kobiecości.

Tymczasem one kobiecość niszczą, depczą i dewastują. Głosząc swoje równościowe hasła, rzekomo żądają pozbawienia ich kobiecości.

Dzieci, płodność, macierzyństwo to według nich przeszkoda na drodze do samorealizacji, wszystkie przymioty KOBIECOŚCI są im zawadą, której trzeba się pozbyć. Jednym słowem całkowicie zabijają w sobie jakąkolwiek kobiecość. Szkoda tylko że zagarnęły nazwę sprzeczną z ich ideologią i robią złą reklamę tym, którzy naprawdę skupiają się na kobiecie.

Taki właśnie jest „Nowy feminizm”. To skupienie się na kobiecie, dążenie do zapewnienia jej właściwego miejsca w świecie i należnego szacunku, ale bez pozbawiania jej kobiecości.

Według tego założenia, i w zgodzie z boskim planem postrzega się kobietę jako dawczynie życia. Płodność i macierzyństwo to najpiękniejsze aspekty kobiecości, które, niestety przez dzisiejszy świat traktowane jako wady (wystarczy spojrzeć na to, co się dzieje w miejscu pracy z kobietą, która przyzna się że jest w stanie błogosławionym).

Potrzeba świeżego, kompleksowego spojrzenia na kobiecość, zaakceptowania wszystkich jej przymiotów, włącznie z jej delikatnością, emocjami, darem przekazywania życia.

Zwróćcie uwagę na pewien paradoks. Feministki dążą do „równości”, co dla nich znaczy zrównania z mężczyzną. To oznacza że czują się gorsze, czują się słabe i dlatego chcą być jak mężczyźni, zabijając kobiecość.

Nowe feministki (w tym ja) nie musimy dążyć do takiej równości. My wiemy że jesteśmy na równi z mężczyznami, że dobry Bóg nie rozróżnia lepszych i gorszych. Jesteśmy inni, co nie znaczy gorsi czy lepsi, jesteśmy przeznaczeni do różnych celów, a to zarówno dar jak i wyzwanie.

Pragnę, aby każda kobieta czuła się piękną i wartościową, ponieważ taka dokładnie jest. Nie musi być jak mężczyzna, ma być kobieca i wspaniała jaką stworzył ją Bóg.

Nie popieram gorszego traktowania kobiet, ale tym bardziej nie cierpię zabijania kobiecości.

Niech każda która czuje się Nową Feministką, walczy (ale z kobiecą delikatnością) w swoim środowisku o to, aby kobieta była zaakceptowania i ceniona w pełni swej kobiecości, ze wszystkim co ją określa, nawet jeżeli czasem jest to trudne i wymagające.