Prostota | Przemyślenia

Nie oglądam

13 czerwca 2017

Często tak mam, że jeżeli jakieś mysli przechodzą mi przez głowę w zwiększonej ilości, to chwilę potem znajduję w Internecie artukuł który te myśli porządkuje i zazwyczaj podsuwa mi coś na kształt odpowiedzi na moje wątpliwości 🙂

Tak było i tym razem kiedy na Mocem znalazłam piękny i mądry wpis o tym, że nie należy porównywać się z innymi parami (ani innymi ludźmi).

Muszę przyznać, że mam dobre życie, na codzień jestem dość radosna i potrafię docenić to, jak hojnie zostałam odbarowana, jednak od jakiegoś czasu słyszłam w głowie podszepty, że to co mam jest nie wystarczające i że inni mają lepiej. Kiedy raz poswoli się dojść do głosu takim myślom, to pojawiają się one jak samonapędzająca się machina. Ani się człowiek spostrzerze, a już łatwo ulega irytacji i to co piękne i dobrre kiedyś, teraz wydaje się najwyżej przeciętne.

Jak pisała Ewa, porównując się do innych można albo się zdołować, albo popaść w pychę. Ani jedna, ani druga opcja nie należy do właściwych, jak się pewnie domyślacie.

Możliwe, że duch mi osłabł z przemęczenia i nadmiaru zajęć, możliwe, że w pędzie zagubiłam umiejętność cieszenia się z małych rzeczy, efekt był taki że smuciłam się i złościłam znaczenie więcej niż wcześniej.

Zamiast się cieszyć że mam dach nad głową to smuciłam się że mieszkamy w garażu, podczas gdy wielu znajomych jest własnie na etapie kupowania mieszkań. Zamiast cieszyć się z mojej pracy, smuciałam się że nie robię czegoś bardziej pobożnego, lub nie utrzymuję się z blogowania. Zamiast doceniać mojego Męża i naszą relację porównywałam nas z parami z Internertu, które na YT pokazują kawałek swojego życia, które dzielą się tym co inpirującego robią i pokazują jak fajne jest ich małżeństwo. Oglądałam piękne sesje zdjęciowe i zastanawiałam się czemy my nie wyglądaliśmy tak spektakulatnie w dniu naszego ślubu. Zaczęłam nawet smucić się, że nie mamy jeszcze dziecka, tak jak osoby z rodziny, mimo że wiem, że czas ku temu nie jest teraz odpowiedni. Łatwo popadałam w żal, kiedy czytałam jak popularne blogerki spędzają swoję „idealne” dni i załamywałam się nad moją zwyczajnością oglądając ocukrowane instagramowe hasztagi. Zaczęłam żałować że nie podróżujemuy, nie mamy ładnego domu oraz nie możemy pochwalić się zdjęciami z weekendowych wyjść. Zaczęłam źle czuć się w moim ciele, oglądając idelane ciała kobiet dookoła mnie. Zaczęłam podważać wszystko, co kiedyć było dla mnie ważne, tylko dlatego, że wydawało mi się, że codzienność ludzi po drugiej stronie monitora jest dużo bardziej spektalularna niż nasza.

Wiem, że mam dobre życie. Ale wiem też, że teraz jestem zbyt słaba żeby stawić czoła pokusie idealności, która czai się za każdym rogiem. Wyziera z każdego plakatu, pojawia się w Internecie. Pewnie te osoby, które kreują swoją idealność w Internecie nie mają nic złego na myśli, może chcą być po prostu inspirujące, ale dla rzeszy ludzi, w tym dla mnie, nieco zagubionych i niepewnych taka serowana na tacy idealność może być nie inspiracją, ale gwoździem do trumny.

Moje wyobrażenie o idealnym życiu, jest różne od tego życia, które mam teraz. Wiem, że wiele rzeczy o których marzę nigdy się nie spełnią, ponieważ są to marzenia dwuosobowe, które nie pokrywają się w żadnym stopniu z marzeniami mojego Męża. Porównywanie swojego życia rzeczwistego, do swojego życia wymarzonego, też może być jak widać zgubne i zasmucające, a co gorsza, może sprawić że zaczniemy odkładać nasze życie na później, zapominając że najbardziej istotne jest „tu i teraz”

Coraz lepiej teraz rozumiem że prawdopodobnie naszym charyzmatem jest zwyczajność. Praca, gotowanie, sprzątanie, pranie, kiedyś wychowywanie dzieci, drobne gesty, proste przyjemności, pomoc innym na ile to możliwe i w swoim otoczeniu. Proste słowa, proste zachowania, życzliwość, uprzejmość i wzajemna miłość, objawiająca się tym, że w zwyczajnej codzienności potrafimy być dla siebie mili i śmiać się ze swoich żartów.

Tak jak w korporacji jestem jednym z trybików wielkiej machiny, tak i w życiu jestem może jedną z tych kobiet, których życie kręci się dookoła ogarniania spraw domowych i pracy zawodowej. Może czas utrzeć nosa swojej pysze, która wciąż podpowiadała mi że zwyczajność to za mało. I nie chodzi o to, aby iść po najmniejszej linii oporu, ale żeby zrozumieć że to co wydaje się zwyczajne i przeciętne też jest piękne i wartościowe.

Jeżeli Pan Bóg da mi znać, że moje marzenia są dobre, i uda mi się rozeznać, że powinnam za nimi podążyć to tak zrobię. Ale na razie nie czuję się na siłach, ponieważ są takie dni, że i zwyczajność to zbyt wiele.

I dlatego nie oglądam. Nie oglądam internetu, Instagrama, nie czytam topowych modelek. Unikam wszystich miejsc gdzie mogła by mnie zaatakować idealność, z którą nie jestem w stanie narazie się zmierzyć. Kiedyś, kiedy uwierzę w siebie mocniej, i moje poczucie własnej wartości będzie solidnym fundamentem, będę mogła pozwolić sobie na wyrozumiałość w tej dziedzinie. Ale narazie przyznaję sobie „bana” na Internet kipiący idealnością, nie chcę oglądać szczęsliwych ludzi, pięknch zdjęć, szczupłych ciał i inspirujących żyć. Chcę bez podtekstu zbudować swoje własne życie, swoje poczucie własnej wartości i swoje szczęście. Chce poczuć, że jestem w dobrym miejscu i zmierzam w dobrą stronę, do tego potrzebuję wsłuchać się w to co mówi do mnie Bóg i Mąż i moje serce. A nie Internet. I dlatego nie oglądam.

  • Ale to, o czym piszesz nie jest idealnością. Jest tylko stylem życia kogoś innego…kto -paradoksalnie – być może też dąży do czegoś innego niż to, co akurat pokazuje w Internecie!
    Jednak wiem, o czym piszesz- zdarzyło mi się z 10 lat temu wpaść w taką pułapkę gdy naprawdę odkryłam, że żyję inaczej niż wszyscy wokół; oni zdawali się iść ścisłym nurtem (o zgrozo wszyscy tym samym!) a ja zupełnie inną drogą. A potem uświadomiłam sobie, że ze stadem idą tylko barany 🙂
    Ja zawsze, od dziecka szłam swoją drogą i Bóg mi to po prostu przypomniał i znów mnie uwolnił od „baraństwa” 🙂

    Jesteś na swojej indywidualnej drodze – jeśli idziesz z Bogiem, nie zbłądzisz i nie będziesz „z tyłu”. Bo kogo chcesz dogonić? Jeśli masz z tym problem, zapytaj Boga jak On Cie widzi – będziesz zaskoczona 🙂
    Pozdro!

  • Beata

    Bardzo podoba mi się Twój tekst, aczkolwiek może za ostro podchodzisz do tego by dawać sobie na to bana. Lubię oglądać inspirujące blogi, zdjęcia na instagramie, ale szukam własnej drogi do szczęscia. Fotografuję, umieszczam trochę zdjęć w internecie, ale nie porównuję ich do lepszych w inetnecie. Inne są po to by zobaczyć czego mogę się jeszcze nauczyć. Twój świat też może być idealny za bardzo dla kogoś innego. Pomyśl z tej strony, która na patrzy na to z boku.
    Podałaś przykład ślubu i braku spektakularnych zdjęć (według innych). Ja też takich nie miałam, ale dla mnie mój ślub był wyjątkowy i na zdjęciach uwiecznione mam to co było dla mnie najważniejsze w tym dniu – nasza miłość i garstka ludzi, którzy nam dobrze życzą.

    • Klara

      🙂 Masz rację, nasze zdjęcia też są bardzo ładne i jak ostatnio przygotowywałam album to przypomniałam sobie jak to był wspaniały dzień 🙂