Małżeństwo

Małżeństwo to najlepsza (dla mnie) przestrzeń do rozwoju

11 lutego 2017

Małżeństwo – dla jednych największe marzenie, dla innych szara rutyna lub niewolnicze pęta, dla mnie powołanie i najlepsza przestrzeń do rozwoju.

Wpis powstał z okazji Międzynarodowego Tygodnia Małżeństwa, który trwa w dniach 7-14 lutego w ramach akcji zorganizowanej przez Ewę z bloga MOCEM

 

Od kiedy pamiętam małżeństwo odczuwałam jako moje powołanie, a od dnia kiedy na pierwszej randce ponad 5 lat temu postanowiłam zostać żoną Ukochanego Programisty bycie żoną stało się moim największym marzeniem noszącym znamiona lekkiej obsesji.

Wierzyłam, jako naiwna dziewczyna, że małżeństwo rozwiąże wszystkie nasze problemy i słońce będzie nad nami zawsze świeciło. W Walentynki minie pół roku od kiedy moje marzenie się spełniło, i choć nie mogę pochwalić się długim małżeńskim stażem, to mogę opowiedzieć Wam o moich spostrzeżeniach.

Zacznę z grubej rury. Małżeństwo jest trudne. Jest piękne, ale trudne. Tak niesamowicie bliska relacja z drugą osobą jest bardzo wymagająca. Jako małżonkowie jesteśmy otoczeni łaską Sakramentu, co jest piękne i ważne, ponieważ dzięki temu mamy siłę żeby nas sobą (i związkiem) pracować. Choć żyję w małżeństwie raptem sześć miesięcy, to z Ukochanym Programistą tworzę związek już szósty rok. Wiele nas łączy, wiele dzieli ale to że wciąż jesteśmy się razem i mamy się dobrze zawdzięczamy łasce i temu że od początku wiedzieliśmy że nad związkiem trzeba pracować.

Od kiedy zostałam żoną nieustannie się uczę. Małżeństwo tworzy otaczającą mnie w każdym momencie przestrzeń, która wymusza na mnie nieustanne rozwijanie swojej osobowości.

Z pewnością przyznaję: życie zaczyna się po ślubie. Już w czasie Narzeczeństwa i związku wydawało mi się że bardzo się rozwijam, jednak teraz, jako żona, rozwijam się więcej niż kiedykolwiek wcześniej.

Małżeństwo jest na całe życie, które mam nadzieję że będzie trwało jeszcze dość długo. Mając w perspektywie 50 lat wspólnego życia, naprawdę trzeba starać się o przytulną przystań która będzie ochroną na wzburzonych wodach życia.

Jak już wspominałam, małżeństwo pozwala mi na wszechstronny rozwój, który podzieliłam na potrzeby tego wpisu na kilka kategorii.

  1. Poznawanie Duszy Mężczyzny i zakamarków Jego umysłu

    Podczas dość długiego związku zdążyłam dość dobrze poznać mojego Programistę, jednak w małżeństwie to poznanie staje się z każdym dniem coraz piękniejsze. Staliśmy się jednym ciałem, a nasze dusze zbliżają się do siebie coraz bardziej. Nie ma teraz rzeczy i sprawy o której byśmy nie mogli porozmawiać. Obnażyliśmy przed sobą nasze słabości i pragnienia. Podążając za moim Mężem każdego dnia uczę się lepiej poznawać jego potrzeby i zaspokajać je w największym możliwym stopniu. Wraz z czasem przychodzi umiejętność nie czytania w myślach, ale domyślania się czego właśnie mój miły potrzebuje. Mąż prowadzi mnie bliżej Boga, a ja uczę się jego prostej pobożności, która pomaga mi wrócić na ścieżkę wiary ożywionej. Dużo słucham mojego Męża. Uczę się go rozumieć. Słucham go, a że to On bardzo mądrym i ciekawym świata człowiekiem dowiaduje się mnóstwa rzeczy, których inaczej nigdy bym się nie dowiedziała. Chcąc spędzać z nim czas, uczę się rzeczy, których wcześniej nie robiłam i często wykraczam poza moją strefę komfortu dyskutując w wytrzymałości materiału albo działaniu dyferencjału. Każdego dnia poznaję mojego Męża coraz lepiej, a pomiędzy opowieściami o rodzajach śrub i planach na nowy program podaje mi On kawałek swojej duszy, o którą muszę i chcę dbać, więc płynnie przechodząc do kolejnego punktu, rozwijam w sobie…

  2. Zwalczanie własnego egoizmu

    Jest to najważniejsze działanie rozwojowe w małżeństwie. Człowiek chyba z natury jest lekko egoistyczny, a w małżeństwie na egoizm nie może być miejsca. Kocham Męża, a to znaczy że pragnę ze wszech miar jego dobra, i że jego szczęście jest dla mnie ważniejsze niż moje. Z gorliwością, służę mojemu Mężowi i na co dzień praktykuję małe „umieranie”. Może to nie wydawać się sprawiedliwie, ponieważ nie da się policzyć kto więcej, dla kogo robi, jednak w małżeństwie nie ma miejsca na sprawiedliwość, ale na służbę. Umieram, to znaczy zabijam w sobie tę egoistyczną część, która wierzy że wiem lepiej, że jestem lepsza, że moje musi być na wierzchu. Nie jest to łatwe, ale jestem przekonana że tylko całkowite wyzbycie się egoizmu pozwoli na osiągnięcie pełnej harmonii i szczęścia w małżeństwie. Ale żeby służba była możliwa to konieczna jest…

  3. Pracowitość

    Pracowita byłam bardziej lub mniej ale od zawsze. Małżeństwo uczy mnie większej pracowitości niż kiedykolwiek wcześniej. Mąż, jest osobą o którą pragnę się troszczyć, stąd też ilość obowiązków po ślubie trochę mi się zwiększyła. Uczę się działać wydajnie, optymalizować domowe zadania i upraszczać na ile się da, aby jak najwięcej czasu wysupłać na spokojne chwile we dwoje. Chcąc pogodzić wiele obowiązków konieczne jest dla mnie oduczenie się bezsensownego marnowania czasu. Małżeństwo i wielka chęć spędzaniu czasu z Ukochanym uczy mnie lepszej organizacji, choć przede mną bardzo długa droga. Na szczęście razem z moim Mężem praktykujemy…

  4. Oderwanie od Świata

    W sensie nauczenia się życia własnym życiem. Już wyjaśniam… Mój Mąż codziennie uczy mnie jak cieszyć się z małych rzeczy i dostrzegać jasne promienie za każdą chmurką. Programista uczy mnie skromności i ciągłego minimalizowania swoich potrzeb. On ma to wrodzone, dla mnie to ciągły wysiłek aby nauczyć się że porównywanie się z innymi nie ma żadnego sensu. Zwłaszcza w kontekście tak zwanego „standardu życia”. Moja Rodzina dobrze sobie w życiu poradziła, tak samo jak większość znajomych. Jestem bardzo wdzięczna z beztroskie dzieciństwo i wspaniałe możliwości, ale porównywanie życia Młodego Małżeństwa w garażu, to życia rodziny w domku, dla której standardem są wakacje dwa razy do roku nie stawiało nas korzystnie w moich oczach. Było to dla mnie tym trudniejsze, że wiele osób okazywało mi coś na kształt dezaprobaty dla naszego życia. Mój Mąż nauczył mnie, i ciągle pomaga mi się doskonalić w przekonaniu że porównywanie się z innymi nie ma najmniejszego sensu, że dopiero na końcu czasów będzie można ocenić czyje życie było lepsze i dlaczego. Uczę się kochać i doceniać bardzo proste i skromne życie, o czym na pewno jeszcze napiszę 🙂

Kończąc ten długi wpis muszę zaznaczyć raz jeszcze, że małżeństwo to doskonała przestrzeń do rozwoju i wspaniała droga. Droga zazwyczaj pod górkę, ale na tyle szeroka że można iść po niej w ramię w ramię z drugą osobą.

  • Boska Narzeczona

    Ostatnie zdanie pięknie wszystko podsumowało 🙂 I chyba najbardziej do mnie trafiło 🙂