Małżeństwo

Małżeństwo jest fajne – nie tylko od święta

15 lutego 2017

Z okazji kończącego się dziś Tygodnia Małżeństwa przygotowałam jeszcze jeden wpis. Tym razem pragnę podzielić się z Wami kilkoma myślami na temat przeżywania Małżeństwa w codzienności. Z dniu ślubu towarzyszyły mi wielkie emocje. Nie czułam stresu, nie wylewałam łez wzruszenia, ale czułam ogromną radość, wielką Miłość i podekscytowanie. Dwa tygodnie przed naszym ślubem skończyły się Dni Młodzieży, które także były dla mnie ogromnym, pozytywnym przeżyciem. Po ślubie emocje wcale nie opadły, wręcz przeciwnie. Wspólne przeżywanie nowej rzeczywistości wyzwoliło we mnie całą gamę uczuć. Nic dziwnego, że po tak długim czasie nieustannych wrażeń dopadła mnie emocjonalna susza.

Dziś (właściwie wczoraj, bo kończę z opóźnieniem) mija  pół roku od dnia naszego ślubu, i choć zdarza mi się jeszcze dość często odczuwać podekscytowanie z powodu naszego związku, to jednak znacznie częściej moje uczucia oscylują w okolicach spokoju i cichej radości.

Małżeństwo jest fajne, nie tylko od święta, jest fajne w szarej codzienności, która tak naprawdę wcale nie jest szara. Jest fajne nawet w kłopotach i trudnościach, w smutkach i radościach. Zawsze. I dziś opowiem Wam dlaczego.

Kiedy ktoś pyta mnie jak żyje się w małżeństwie to zazwyczaj odpowiadam że fajnie. I choć tego przymiotnika nie lubię, to jednak jest taki na miejscu.

Jest wspaniale, miło, czarująco, bezpiecznie, radośnie, szczęśliwie, ciężko, męcząco, wymagająco, trudno, ciekawie, słodko. Tyle że postronnej osobie powiem po prostu że fajnie.

W małżeństwie piękne jest to, że jest na zawsze. Że przy pierwszym zakręcie i stromej górce nie zrezygnujemy z siebie i walki o naszą relację. Świadomość dozgonności naszego związku motywuje i umacnia nawet kiedy nie chce mi się starać ani chwili dłużej.

Często jestem przemęczona, mam ochotę zawinąć się w kocyk i spać, czasami nie chcę rozmawiać, wolę się obrazić, usunąć wycofać, ale potem patrzę na złotą obrączkę i przypomnam sobie że to jest mój Krzyż. Że Małżeństwo to moja droga, moje powołanie i mój sposób na świętość, nawet jeżeli jest trudniej niż łatwiej.

Małżeńska codzienność naznaczona jest zwyczajnością. Nie mam zbyt wielu fajerwerków, tylko raczej rutyna, te same czynności, niekończące się pranie, gotowanie jedzenia, którego wciąż za mało i bałagan, który sam się robi itd. Ale mimo to, wieczorem, kiedy codzienne sprawy przestają mieć znaczenie jesteśmy tylko we dwoje. Ja i mój Mąż. Połączeni niesamowitą bliskością, świadomi że na zawsze ze sobą i dla siebie jesteśmy. Mamy czas, wykradzione codzienności chwilę, na rozmowy w naszym języku miłości, którego wciąż się uczymy.

Żyjemy zwyczajnym, skromnym prostym życiem młodego małżeństwa, nie mamy zbyt wiele do opowiedzenia innym, ale coraz dogłębniej każdego dnia, praktykując metodę małych zwycięstw przekonuję się, że małżeństwo jest fajne. Jest najfajniesze właśnie w zwykłej codzienności.