Codzienność | Małżeństwo | Przemyślenia

[Konferencja w Poznaniu, przerwa w blogowaniu i projekt 100 dni] MMM – luty 2017

27 lutego 2017

Wygląda na to, że najkrótszy miesiąc w roku zbiera się ku końcowi, z tej okazji krótkie podsumowanie miesiąca oraz kilka ogłoszeń.

Luty upłynął mi pod znakiem pracy, zmęczenia i wątpliwości. Był to ciężki czas, ale potrzebny. Czasem, co niechwalebne, dopiero po przejściu pewnej niewidzialnej granicy złości i rozpaczy dochodzi się do takiego miejsca w swoim środku, którego poruszenie powoduje rozbicie na kawałeczki całej reszty.

Jednym z najmilszych wydarzeń miesiąca był udział w Ogólnopolskiej Konferencji Blogerów Chrześcijańskich, która miała miejsce w Poznaniu. Ciekawe relacje przeczytacie m.in. u Joanny i Angeliki. Ja wróciłam pełna zapału do blogowania, YouTubowania i ogólnie pojętego aktywnego działania w sieci. Mój wielki zapał zderzył się z chłodną obojętności mojego Programisty, który zalecił mi raczej przerwę w Internetowych działaniach. Moja aktywność i zamiłowanie do chwytania tysiąca srok za ogon zderza się z Jego umiłowaniem do spokojnego, domowego życia.

Może kiedyś bym walczyła, niesłusznie osądzając o chęć stłamszenia mojej pasji, jednak kiedy okazało się że nawet coś tak nieznaczącego, jak dwie noce w PKP na tyle osłabia moje zdrowie, że choroba zwala mnie z nóg, postanowiłam z pokorą przyjąć zalecenia mojego Ukochanego i trochę odpuścić.

Mąż zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny, i wie o ciemnych stronach skrywających się pod radosnym charakterem i niespożytą energią. Jeżeli Twój Mąż mówi, że potrzebujesz odpoczynku, to „wiedz, że coś się dzieje”.

Z tej okazji zorganizowałam projekt 100 dni bez Internetu.

Oczywiście, jest wysoce prawdopodobne że to nie wypali, ale mam nadzieję, że jednak się uda, i wykluczenie z mojego życia czynnika, który zajmuje mi mnóstwo czasu, nosząc znamiona uzależnienia pozwoli mi nabrać nowej energii i uporządkować pewne sprawy od dawna zalegające w mojej duszy.

100 dni, nie jest przypadkowe. Dwa dni temu, kiedy to wymyśliłam, było równo 50 dni do Wielkanocy. Nie udało mi się wtedy wprowadzić projektu w życie, ponieważ leżałam bez sił pokonana przez złośliwego wirusa, jednak dziś, mam się trochę lepiej, więc postanowiłam o tym napisać.

50 dni do Wielkanocy, to czas umartwienia, czas umierania, czas pokonywania swoich słabości, czas wyrzeczenia ale przez to i czas wzrostu. Od Wielkanocy czas do Pięćdziesiątnicy, naznaczony odradzaniem się, wzrostem i otwarciem na dary i owoce Ducha Świętego. Jako katoliczka, jako żona, jako kobieta, jako człowiek, potrzebuję czasu aby zbudować się na nowo. Dotarłam do momentu, w którym widzę, że poprzez pęd, nadmiar zadań można raczej oddalić się od tego co najważniejsze. Można stracić zdrowie i siły, można zmarnować talenty i osłabić relację.

Naszła mnie taka refleksja, że teraz powinien być najspokojniejszy czas w naszym życiu, czas bez dzieci, czas na wzrost duchowy i na ostateczne przeobrażenie się w kobietę, przygotowanie do roli mamy, rozwój w roli żony. Nie chcę, aby ten wyjątkowy czas, który mamy dla siebie naznaczony był moim niepokojem, ciągłym ruchem i frustracją spowodowaną niemożnością zrobienia wszystkiego co bym chciała i dlatego pauzuję. Spotkamy się za 100 dni. Po przyjściu Ducha. Mam nadzieję wrócić odnowiona i ożywiona.

 

  • Boska Narzeczona

    Trzymam kciuki! 🙂 Do zobaczenia za 100 dni!