Duchowość | Przemyślenia

Jak uratować Adwent

18 grudnia 2016

To znowu się stało. Mimo moich najszczerszych chęci i ogromnego zapału nie udało mi się dobrze przeżyć Adwentu. Nadzieja jeszcze nie umarła, bowiem pozostał jeszcze jeden tydzień, ale jak do tej pory nie udało mi się odczuć radości tego czasu.

Zaczęłam z grubej rury, od rorat w pierwszy poniedziałek. I niestety były to jedyne roraty. Przez pierwszy tydzień pracowałam z notesem adwentowym. Wieniec zrobiłam, ale świeczek ani razu nie udało się zapalić. Co się chyba udało, to codzienny wspólny pacierz, ale tylko dzięki Programiście, który wybudza mnie z otchłani snu, w okolicach 23 wołając –

Żono, pacierz!

Więc generalnie nie ma się czym pochwalić. Pozwolę sobie zacytować, autora nieznanego

Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle

Jestem słaba. Mam mnóstwo słomianego zapału i wielkich planów, które przegrywają w zderzeniu z rzeczywistością wypełnioną po brzegi rozmaitymi zobowiązaniami.

Jestem słaba duchowo – bo nie trudno mi zmusić się do wstania o świcie, trudno mi usiedzieć spokojnie choćby 5 minut na spotkaniu z Panem.

Jestem słaba fizycznie – bo od 1,5 miesiąca jestem chora i nie mogę z tego wyjść.

I czuję się słaba życiowo – bo najzwyczajniej w świecie nie ogarniam.

I jedyne co mi przychodzi do głowy to słynne zdanie:

Moc bowiem w słabości się doskonali

Uff. Jest nadzieja.

W każdym razie, nie jest za dobrze z moim przeżywaniem Adwentu, ale na szczęście został jeszcze tydzień. Boję się napisać że pójdę na Roraty, że w końcu odpalę nasz wieniec, że spotkam się z Panem. Ale spróbuję.

I spróbuję też siąść i myśleć. Jak to zrobić żeby w Nowym Roku się bardziej ogarnąć. Jak to zrobić żeby zawalczyć o swoje marzenia i zrealizować plany.

Ten rok był dla mnie bardzo udany, jak chodzi o marzenia. Zostałam Narzeczoną a potem Żoną. Był udany jak chodzi o realizację planów – znalazłam pracę. I był udany jak chodzi o studia – otóż bowiem 44 strony inżynierki oczekują korekty Promotora. Jednak ten rok nie był udany jak chodzi o mnie – chrześcijanina. Nie udało mi się zawiązać z Bogiem takiej relacji jak bym chciała, nie udało mi się zaprzyjaźnić z Aniołem Stróżem i nie udało mi się nauczyć przestrzegania moich postanowień.

Chciałam sprzątać otoczenie, żeby poczuć że mam posprzątaną duszę. Zrobiłam sobie harmonogram porządków, i dzień później obcięłam sobie kawałek palca, co zahamowało moje zapędy, bo z taką raną się nie da sprzątać.

Więc zamiast zaczynać od mieszkania, posprzątam w mojej głowie. Pomyślę. Kim jestem? Dokąd zmierzam? Czego pragnę. I może nawet pójdę na roraty. I tak spróbuję uratować mój Adwent.

A Ty, czy jesteś zadowolony ze swojego przeżywania Adwentu? Czy może tak jak ja czujesz że zaspałeś? Podziel się 🙂

  • „Zaczęłam z grubej rury, od rorat w pierwszy poniedziałek. I niestety były to jedyne roraty. Przez pierwszy tydzień pracowałam z notesem adwentowym. Wieniec zrobiłam, ale świeczek ani razu nie udało się zapalić.” Cóż – nie zrozum mnie źle, piszę z dobrego serca 🙂 – może w tym właśnie jest problem, że my za dużo planujemy, spinamy się, snujemy zamiary itp.

    To bynajmniej nie jest proste – ja miałem z tym duży problem rok temu w Adwencie. W tym roku z założenia przyjąłem wariant, ktoś mógłby rzec, minimalistyczny: mniej, a wytrwalej i systematyczniej. Napisałem o tym u siebie na samym początku tegorocznego Adwentu -> http://www.niedowiarstwomoje.pl/spostrzegac-w-codziennosci/ A to wszystko wykiełkowało mi jako takie mocno spóźnione refleksje na tle zeszłorocznych mini-rekolekcji adwentowych o. Grzegorza Kramera SI w Bazylice Mariackiej w Gdańsku.

    Zostało 6 dni do Wigilii. Moja rada – olej ambitne plany, wybierz jedną rzecz i postaraj się ją zrealizować jak najlepiej przez te kilka dni. Wtedy będziesz miała pokój w sercu, i mniej nerwów. Nie ilość, ale jakość 🙂

    Pozdrawiam!

    • Dziękuję 🙂 Przeczytałam Twój wpis i żałuję że nie trafiłam na niego na początku Adwentu, może byłabym spokojniejsza, ale fakt, zostało 5 dni więc spróbuję przeżyć je w ciszy i spokoju.

  • Taki mój zwykły adwent, bez postanowien: https://katolickitutorial.wordpress.com/2016/12/04/po-co-mi-adwent/ 🙂

  • K_asia

    Na początku chciałam przeprosić za brak polskich znaków w niektórych miejscach – poprawiam co się da, ale niestety mój sprzęt odmawia posłuszeństwa 🙂

    Zastanawiam się, czy nie jesteś dla siebie zbyt surowa, Klaro? Tzn. wymagasz od siebie naprawdę wiele (praca, studia, ogarnianie wszystkich spraw związanych z prowadzeniem domu, małżeństwo i relacja z Bogiem?) Nie zrozum mnie źle, czytam twojego bloga już od jakiegoś czasu i widzę jak z jednej strony deklarujesz jakieś tam pragnienie spokoju, harmonii, wiesz doskonale jakie są twoje priorytety, pisałaś tez jakiś czas temu o tym modnym ostatnio „slow life” (niekoniecznie wyrażającym się w siedzeniu wśród białych ścian i mebli z katalogu Ikei 😉 ), a z drugiej często piszesz, ze nie ogarniasz, ze nie masz czasu, ze jakoś tak duzo tych obowiązków.

    Ciągnąca się od 1,5 miesiąca choroba może być skutkiem narzucenia sobie zbyt wielu zobowiązań, wiem, ze u mnie dzieje się tak nadzwyczaj często (choruje z przemęczenia, objawy mijają jak ręka odjął w spokojniejszym czasie) i nie spychałabym tego na karb własnej słabości, a może po prostu naturalnych ograniczeń psyche i somy i wymiaru czasu (bycie przykładna pracownica korpo, studentka, zona i katoliczka).

    Nie namawiam Cie oczywiście do zaprzestania pracy nad sobą, tylko do realnego spojrzenia na swoje możliwości czasowe i refleksji: nie muszę robić wszystkiego na raz, nie muszę realizować wszystkich planów i nie znaczy to, ze jestem słaba. Przyznanie: „nie ogarniam” bez poczucia winy – długo zajęło mi wypracowanie takiej postawy i zrozumienie, ze to nie ze mną jest coś nie tak, a ze światem 😉

    Dla mnie adwent to właśnie czas zwolnienia, czas spokojnych wieczorów, może niekoniecznie z obiadem i posprzątanym domem, ale za to z książka, czy wspólną rozmowa z ukochanym. Pisanie pamiętnika, układanie myśli, robienie list, powolne nurzanie się w przedświątecznym klimacie. Bardziej początek niż koniec (nie znoszę stycznia!) Przyznam szczerze, ze moja wieź z Bogiem także trochę kuleje, ale powoli dojrzewam do zmiany.

    Pozdrawiam Cie i czekam na kolejne wpisy

    K_asia

    • Hej dzięki za te słowa 🙂 Strasznie powoli się uczę tego odpuszczania, jakoś mi nie idzie, ani to slow life ani w ogóle jakakolwiek praktyka spokoju. Więc to będzie mój główny cel na Adwent i Nowy Rok. Więcej spokoju 🙂