Małżeństwo | Przemyślenia

Czy jako katoliczka muszę mieć dzieci? – blaski i cienie NPRu

11 listopada 2016

W podsumowaniu miesiąca wspominałam o pewnym „niezadowoleniu”, które wkradło się do mojej głowy w związku z coraz dłuższą, małżeńską już praktyką Naturalnego Planowania Rodziny.

Jako Narzeczona widziałam prawie same zalety tej metody, które oczywiście nadal zaletami pozostają, jednak małżeńskie życie otworzyło mi oczy na subiektywne (czyli możliwe że tylko przeze mnie odczuwane) wady.

Na wstępie, pragnę zaznaczyć że w ogóle, nigdy nie brałam i nie będę brała pod uwagę innego sposobu regulacji poczęć, więc jedyne co mogę zrobić to na te wady o których poniżej napiszę przymknąć oko, zaakceptować je, lub dojrzeć na tyle, aby dostrzec ich sens. Innej opcji nie widzimy – Mąż i ja.

Na początek odwołam się do tytułowego pytania. Otóż, mam takie niejasne wrażenie, przeczucie podskórne i myśl niedowiedzioną, że katolicy muszą mieć dzieci w oczach społeczeństwa. W sensie że jeżeli gdzieś natykałam się na jakąś krytykę NPRu, czy też niepokój związany z ciężkim do interpretacji cyklem, wiele odpowiedzi uderzało w tony typu otwórz się na dzieci, dzieci to dar od Boga i dalej w temacie bla, bla, bla.

Ok. Zgadzam się w 100%. Muszę być otwarta na dzieci, co było oczywiście częścią przysięgi małżeńskiej i zgadzam się też że dzieci to dar od Boga, trzeba je przyjąć, wychować i pokochać. I wszystko pięknie, tylko że ja uważam że w całej wolnej woli którą Pan Bóg pozostawił człowiekowi powinno być (i pewnie jest) miejsce na stwierdzenie kiedy i czy chcę mieć dzieci.

Nie zrozumcie mnie źle. Podziwiam wszystkich, którzy mają dość sił i ufności aby przyjmować kolejne dzieci, poświęcać im swoje życie i zajmować się nimi. Podziwiam moją Mamę, która ma 4 dzieci, moją sąsiadkę w piątej ciąży i wszystkie te kobiety które z radością odważnie przyjmują kolejnych potomków.

Tylko, że to nie chcę być ja. Nie teraz. Oczywiście że rozczulam się na widok bobo-słodziaków, ale raczej to nie jest jakiś przesadnie silny instynkt macierzyński. Czułam coś takiego przez 2 tygodnie mojego życia, ale przeszło mi więc pewnie nie było silne i prawdziwe.

Mam 22 lata, studiuję, pracuję i mieszkam w garażu. W wynajmowanym pokoju 4×4 metry razem z Mężem, piłą ukosową i sporą ilością drewna. Mam 3 współlokatorów, jedną łazienkę, starszą panią nad głową i umowę zlecenie. Inżynierkę do obronienia i studia do skończenia. Choć moja wiara karze mi być otwartą, i ja jestem otwarta, i wiem że gdyby jednak coś poszło nie tak i dziecko się pojawiło, to by się jakoś udało.

Tylko, że ja nie chcę żeby było jakoś.

Wiem, że idealny moment na dziecko nigdy nie nadchodzi. Wiem że zawsze są jakieś przeszkody a i ja, nie liczę na niewiadomonaco.

Ja chcę tylko przyjąć moje dziecko w spokoju. W ciepłym pokoju z łazienką i małą wanienką i gdzie za ścianą z tektury nie będzie mu przeszkadzała gra komputerowa współlokatora. Ponieważ bycie mamą, to będzie ważna rola, zaraz po byciu żoną, chciałabym się do niej choć trochę przygotować. Chciałabym zakończyć edukację, w którą włożyłam mnóstwo wysiłku i znaleźć pracę która zapewni mi normalny urlop macierzyński. Chcę witać moje dziecko w czystym mieszkaniu, w którym będę wiedzieć że jak sobie posprzątam to będę posprzątanie i ciepłej wody nie będzie brakować raz na dwa dni. Chcę także zostać mamą, kiedy już pobędę tylko-żoną. Chcę nacieszyć się życiem we dwoje i naszą piękną młodością bez problemów i zobowiązań.

Ja walczyłam o wczesny ślub, i udało się i uważam że mam prawo spokojne poczekać te 4 lata aż zapragnę zostać mamą. Nic mi nie tyka, nie mam (dzięki Bogu) problemów ze zdrowiem, nie ma 30-stki na karku tylko ledwie 22 lata.

Więc czekam. A żeby czekać, to muszę stosować NPR o którym mowa w tytule. I za bardzo nie chcę teraz być mamą, żeby olewać jakiś pomiar, żeby coś nagiąć, coś naciągnąć, coś ominąć. Za bardzo chcę najpierw zamieszkać w normalnym mieszkaniu żeby sobie stwierdzić „AAA co tam, najwyżej będziemy mieli dziecko”. I zbyt mam analityczny umysł aby pozwalać sobie na nieścisłości i niedokładności.

I to mnie boli. Bo uważam że 6 dni w miesiącu to za mało. Choć nie mam prawa tak myśleć, to jednak nie potrafię się tych myśli pozbyć, że to za duże poświęcenie. Że za to nieposiadanie drużyny piłkarskiej trzeba zapłacić 3/4 czasu życia w fizycznym Narzeczeństwie będąc już Małżeństwem. I zakładając że chciałabym mieć 3 dzieci tylko 3 razy w życiu będę mogła czuć spokój i luz przez cały miesiąc (edit: uff, jest jeszcze 9 miesięcy ciąży).

Może przez to że mam 22 lata i zapracowane życie nie zyskałam jeszcze takiego zrozumienia, takiej dojrzałości i takiego spokoju aby się nie przejmować czy będę miała dziecko czy nie.

Ale w każdym razie, kończąc ten przydługi wywód chciałabym Was zapewnić że jestem prolife, wierzę w plan Boży dla każdego tylko się jeszcze nie nauczyłam w pełni ufać. I mieszkam w garażu.

Mam nadzieję, że ktoś miał kiedyś podobne myśli i nie jestem do szpiku kości niedojrzałą młódką która boi się zostać mamą. Może wiecie jak nauczyć się tej dojrzałości, albo ten spokój przychodzi z wiekiem (albo z wyprowadzą z garażu)

No dobra. Wybaczcie ten garaż ale nie przestaje mnie to bawić. Nasz pokój jest naprawdę wart uwiecznienia, bo wygląda jak warsztat. A za ścianą w łazience mieszka Nissan Micra. Więc chyba rozumiecie. Aha, i na razie nie ma widoków na wyprowadzkę. To nie takie proste 🙂 Serdeczności.

  • Cóż, ja Cię dobrze rozumiem. Jeśli masz w miarę regularne cykle i solidnie się przykładasz do NPR, całkiem możliwe, że uda Ci się poczekać te 4 lata, które chcesz poczekać. Życzę powodzenia 🙂 Mnie ta metoda przekonuje bardziej w kontekście planowania rodziny (tj. planowania dziecka), a nie do końca jako sposób na antykoncepcję. Ostatnio słyszałam do znajomej, że jej koleżanka (też studentka) zaszła w ciążę mimo, że sumiennie stosowała NPR.

    • Cóż. Bóg ma różne plany 🙂 Jak pisałam jestem otwarta, a NPR rzeczywiście działa dobrze w obie strony 🙂

  • Agata

    6 dni? To w ogóle możliwe? Naprawdę współczuję. Jestem nauczycielem metody angielskiej, zawsze możesz napisać 😉 troponina.t@gmail.com

    Jestem 6 miesięcy po ślubie i mam wrażenie, że jest coraz ciężej nie naginać zasad. Pojęcia „wilgotno” czy „mokro” przestają być jednoznaczne. Czasami nie wiem, czy widzę i czuję to co czuję, czy to co bym chciała (w zależności od planów na wieczór). Mam bardzo podobne spostrzeżenia jak i Ty, przy czym mam już (?) 25 lat i za rok o tej porze będę już lekarzem. Odliczam miesiące, od których będzie można zacząć naginać bez stresu.

    • ooo mi jeszcze zostało 1,5 roku 🙂 Cieszę się że mogę się do kogoś zwrócić, chętnie napiszę na maila 🙂 Poza tym miło wiedzieć że ktoś ma podobne odczucia do mnie 🙂

  • Moim skromnym zdaniem Bóg raczej nie chce żeby kobieta realizowała ogólnie przyjęty plan katoliczki jako wielodzietnej mamy, tylko swoje indywidualne powołanie, wolę Bożą, która będzie także moim marzeniem. To nasze życie i realizujemy je według naszego i Bożego planu, nie zaś dla ludzi, którzy będą chcieli nas widzieć w takiej a nie innej roli…

    • Z pewnością tak właśnie jest 🙂 Bóg ma plan dla mnie najlepszy, może wcale bez dzieci, a może z 5 kto to wie? Na razie ja czuję swoje, i staram się rozeznać czy to rozsądne myśli 🙂

  • Hej Klaro, doskonale Cię rozumiem i nie wydaje mi się, żeby było coś nie tak w tym, że nie decydujecie się jeszcze na dziecko, jeśli, sama, jak piszesz, nie macie warunków. Ówczesny świat bardzo odkłada macierzyństwo na lepsze potem, ale jeśli czujecie, że to nie są dobre warunki do kształtowania się nowego życia to czekanie według mnie jest dobre i nie powinnaś czuć potrzeby tłumaczenia się ze swoich wyborów :). Podziwiam wytrwałość i solidne katolickie fundamenty i bardzo dziękuję, że dzielisz się swoimi wątpliwościami na blogu, zwłaszcza, że to bardzo delikatny temat.

    Jeśli chodzi o naturalne planowanie rodziny, to ja także nie wyobrażam sobie innego życia – właśnie tak najbardziej naturalnego i zgodnego z naturalnym rytmem kobiety. Chociaż z drugiej strony, gdy myślę sobie o tej bliskości, której pragnę z moim przyszłym mężem to ciężko mi pomyśleć, że mam z tego rezygnować od czasu do czasu, szczególnie, że czekam na nią już tak długo 😉 Mocno jednak wierzę, podpierając się doświadczeniami moich mądrych rodziców i koleżanek, które mówią – nie zawsze jest lekko, ale to jest rzecz, o którą bardzo warto walczyć, i że zbliża. Bardzo w to wierzę.

    Moi rodzice mają czwórkę dzieci, wszystkie zaplanowane, od zawsze korzystają z NPR. Tekst o drużynie piłkarskiej wprawił mnie w rozbawienie 😉 O macierzyństwie nie wiem jeszcze za wiele, ale też nie widzę siebie jako mamy wielodzietnej – póki co ideałem jest dla mnie trójka (oczywiście nic nie wiadomo, ale serce rośnie). Myślę jednak, że Bóg chce, abyśmy wychowywali i mieli tyle dzieci, na ile po ludzku pisząc nas stać, zapewniając im godny byt. Trudno mi wyobrazić sobie gromadkę, gdy nie ma co do garnka włożyć. Ech.

    Wracając do NPR-u. Jestem pewna, że mając większy spokój ducha można jeszcze lepiej przyjąć tą metodę, że mając lepszą sytuację – bardziej pewną (oczywiście nie można przygotować się na wszystko, ale chociażby ukończenie studiów, czy praca to na pewno duuża pomoc w takich życiowych działaniach) jest się spokojniejszą. Rodzice zawsze mówili, że to łaska Boga, że On zawsze pomaga utrzymać te kochane dzieci 🙂

    Ale się rozpisałam. Serdeczności, Klaro! 🙂 Wszystko będzie dobrze, Kochana.
    Hania

    • Hej Hania 🙂 Bardzo dziękuję za dłuugi i miły komentarz. Zgadzam się że świat odkłada macierzyństwo i nie uważam tego za bardzo słuszne ale w sumie jestem jeszcze młoda więc chyba mogę 🙂 Wiara bardzo pomaga, katolicka rodzina otwarta na życie i gotowa do pomocy również. Mimo tych moich „żali” bardzo polecam NPR właśnie ze względu na tą bliskość, bo ja nie jestem sama tylko z kimś kto ogarnia wykresy lepiej niż ja 🙂

  • Klara, a może zamiast obawiać się błędu w pomiarach, postawisz na coś takiego jak Pearly lub Lady Comp? Wejdź sobie na oficjalną stronę Lady Comp i poczytaj o tych urządzeniach.

    • Hej czytałam 😀 ale cena duuuużo ponad moje obecne możliwości 🙂

      • Ale „Wszystko jest możliwe dla wierzącego!” i „U Boga żadna rzecz jest niemożliwa!”- naprawdę, dla Boga to nie problem -a Ty możesz mieć z Nim świetne doświadczenie. Jestem przekonana, że Bóg nie tylko może ale i chce to dla Ciebie zrobić 🙂 try Him 🙂

      • Całe szczęście;) zbedny gadzet i do tego bazuje na metodzie termicznej+ obliczeniach. Kluczowy jest sluz, więc metody objawowo-termiczne i wiedza w głowie dają dużo więcej pewności:) Dołącz do grupy NPR na fb, wspieramy sie, wspolnie interpretujemy jak trzeba, taka burza mozgow u dzielenie sie doswiadczeniem jest super. Frustracjami tez choc raczej w grupie offtopowej:)

  • Agata

    Przeczytałam komentarze na fejsie i trochę im się dziwię. Padają ogólne i górnolotne stwierdzenia o powołaniu, drodze, rozeznawaniu, a przecież chodzi o konkret – dwoje ludzi, jedynie trzy semestry do końca studiów i perspektywy zmiany sytuacji w tym czasie. Osobiście mam problemy z dopasowaniem tych zdań z katechizmu czy innych dokumentów do mojego życia, gdyż wydają mi się zupełnie oderwane od mojej rzeczywistości. Ratuję się modlitwą-marzeniem z mężem: „Boże, może na stażu? Pomożesz mi się ogarnąć? A dasz nam chłopca czy dziewczynkę?”. Bardzo to lubię, tylko kurcze, od razu mam wtedy ochotę zachodzić w ciążę 😛

  • magda

    Ja uważam że jeśli masz wątpliwości, jakiekolwiek lęki itp to może dobrze by było być w jakiejś wspólnocie lub regularnie uczęszczać na msze o uzdrowienie. my jesteśmy od niedawna we wspólnocie bo niestety nasze życie nie było od początku życiem prawdziwych chrześcijan 🙁 Po drugim dziecku mąż nie chciał więcej więc ja z lęku zaczęłam stosować spiralę. Po nawróceniu na mszy o uzdrowienie Jezus wyleczył nas ze wszystkich poranien, nauczył kochać i otworzyliśmy się na płodność. Teraz mamy trzecie dziecko i żałuje że dopiero teraz. Mam 32lata i może niektóre kobiety dopiero pierwsze rodzą w tym wieku, a ja wiem że zmarnowałam jakiś czas….. Teraz dopiero uczę się NPR i nie wiem czy działa czy nie, bo karmię 8 miesięcy i okresu nie ma. 11 lat po ślubie uczę się NPR 🙁 lepiej późno niż wcale….. CHciałabym jeszcze dzieci ale też wolałabym by Bóg wziął pod uwagę że nie mam fizycznych możliwości opiekować się czwartym. Jednak ja ufam Bogu. Przeprowadził w dwa lata taką terapię na nas, że nie mam słów by radość opisać. Nie wyobrażam sobie życia bez regularnych mszy o uzdrowienie gdzie Duch Św umacnia mnie , męża , dzieci naszą wiarę.

  • Boska Narzeczona

    Na Twoim miejscu – zrobiłabym tak samo. W sensie, podjęła taką samą decyzję 🙂 Do macierzyństwa trzeba też emocjonalnie dorosnąć, choć czasem macierzyństwo wymusza na nas taką postawę. Kilka dni temu, moja 19 – letnia kuzynka urodziła dziecko i będzie musiała stawić temu czoła. Moja babcia też zaszła w ciążę w wieku 19 lat. Moja mama w wieku 21 lat. Ja to już jestem przy nich jak staruszka 😀 Moja przyjaciółka nawet dobrze nie wyszła za mąż, a już planuje do trzydziestki urodzić trójkę dzieci. Ja staram się raczej podchodzić do macierzyństwa jako do kolejnego etapu w życiu. Nie wiadomo czy będzie mi dane być mamą. Chciałabym, ale czy będę mogła? Dlatego wolę chyba bez-emocjonalnie do tego podchodzić na tym etapie. Trzymam za Was kciuki :*

    • Dziękuję za słowa wsparcia, tym właśnie jest także macierzyństwo, kolejnym etapem. jeżeli będzie mi dane, to powielę model Mojej Mamy, która urodziła pierwsze dziecko (mnie) w wieku 26 lat, 3 lata po ślubie i jest z tej opcji zadowolona bardzo 🙂

      • Tez polecam:) nie doslownie 3 lata, ale wtedy, kiedy rozeznacie, ze nie ma dłużej poważnych przeszkód. Zawsze będą lęki i jakies „ale” jeszcze się znajdzie, chodzi mi o te kluczowe sprawy:) zeby czuc sie bezpiecznie, nie wisialo widmo obrony(moja siostra nie dala rady napisać magisterki przy dziecku, potem kolejnych, choc pewnie jest to mozliwe-przy pelnoetatowej babci lub niani…)
        Twoje rozterki rozumiem. Ja mam takie nadal, z 8letnim stażem nprowym w malzenstwie, dwojka planowanych dzieci. Wiek 33. Chociaż wiem, ze KK ilosci dzieci nie narzuca, jedni sa powolani do wielodzietnosci, inni nie, wiem ze kolejne poczęcia mozna odkladac (rowniez na zawsze) byle z poszanowaniem naturalnego rytmu plodnosci, że otwartość na zycie to sakramenty, jednosc malzenska, a w sypialni npr, nie zas bezwolne zdanie sie na matke nature „bedzie to bedzie” Jesli wspolzyje sie w dni płodne to najprawdopodobniej bedzie. I to więcej, niż przecietna dzietność w Polsce. Czemu Bog mialby ingerowac w prawa natury… I czemu nie mialby błogosławic takze tym, ktorych jednak od nadmiaru głowa boli…
        Coz, mojej dwojki mi nadto. Na razie. Nie twierdzę, że na zawsze. Reguly metody sa twarde i zanadto przezorne, tygodniami jest nieraz szlaban. Choc moze wiecej niz 6 dni zostaje;) (a propos może masz za krótka faze lutealna?)
        I mimo racjonalnych argumentow, ze teraz nie, czuję się winna…Ze tylko dwoje mam, ze nie wyplyne na głębię, ze nie zaufam, nie oddam swoich awersji do polskich szpitali, ze nie mam siły, że nie działają na mnie słodkie bobasy i nie czuje „instynktu”, nie chcę znów się poświęcać do granic depresji, czy znow przez caly okres karmienia grac w ruletke z objawami rzekomej plodnosci:(
        Byc moze da sie w tej kwestii jakos dojrzeć, ale to chyba jakimis nadludzkimi srodkami;) Przypuszczam, ze duzo tu daje wspolnota, co wnioskuje z dzietnosci neokatechumenatu czy Domowego Kościoła, wspolnot charyzmatycznych. A ze nie mozemy sie jakos przekonac, nic dziwnego ze na dwojce utknelismy;)
        Uściski!

  • (za)kręcona

    Bardzo rozdarty post. Rozdarty, bo widać, że Ty jesteś rozdarta między tym, co nakazuje Ci Twoja moralność i religia, a tym, czego bardzo pragniesz, na co czekałaś tyle czasu. A jednak tu dalej trzeba czekać. Komentarz nie ma być absolutnie złośliwy, ale jeżeli tak zabrzmi, to przepraszam, nie jest to moim celem. Fascynuje mnie to Twoje zacięcie i bardzo je pochwalam – wpisałaś dane wartości do swojej moralności (w tym przypadku chodzi o stosowanie naturalnych metod kontroli płodności) i trwasz w nich, mimo zwątpienia, które wkradło się do Twojej głowy po ślubie, czyli po rozpoczęciu współżycia. I tak, 6 dni w miesiącu to jest bardzo mało. Zwłaszcza w przypadku młodego małżeństwa, ludzi młodych, zakochanych, nienasyconych i nienacieszonych sobą, mieszkających razem. Bo związki na odległość to inna historia;) Jeśli mogę wtrącić coś ze swojego życia, to razem z Lubym dojrzewaliśmy do wszystkiego powoli i nie spiesząc się, bo chcieliśmy, aby nasza bliskość była dojrzała i abyśmy oboje się upewnili najpierw w sobie, w swoich emocjach i uczuciach. Nie jest to precedens pochwalany przez kościół, ponieważ nie mamy ślubu, ale – może ktoś, dla kogo małżeństwo jest podstawą, nie da temu wiary – możemy się cieszyć sobą będąc spokojnymi o to, że nie jesteśmy pierwsi lepsi dla siebie, to nie jest znajomość z klubu czy innej „przygody”.
    W każdym razie, może źle odczytuję to, co piszesz i próbujesz przelać na bloga, ale widzę w Tobie poczucie niesprawiedliwości, że coś trzeba, jak chce się czegoś innego. Taką może delikatną obawę, żeby w tym swoim niezadowoleniu nie powiedzieć o jedno słowo za dużo..? Żeby nie zaprzeczyć zasadom, które wyznajesz. Osobiście nie mam nic przeciwko antykoncepcji jako takiej, ale to już jest kwestia mojej moralności, a ja szanuję Twój wybór. Ale – może to znowu źle zabrzmi – dobrze widzieć, że katolicy i bardzo religijni ludzie nie są ze stali i że też mają obawy. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Ci wytrwałości w tym, co sobie razem z Mężem postanowiliście, bo mimo że ja wybrałam odmienną ścieżkę w tej sferze życia, to szanuję Twój wybór:) Mam szczerą nadzieję, że rodzicielstwo nie zaskoczy Was zbyt wcześnie, a będzie zaplanowane i przyniesie Wam tylko radość, bez obawy o przyjęcia dzidzi w mieszkaniu-garażu etc., chociaż niestety, ale pokładam większą wiarę w antykoncepcję niż NPR w tej kwestii. Ale, już nie przedkładając kolejnych punktów spornych, po prostu życzę wytrwałości, bo jeśli naprawdę jesteście pewni tego, że to jest jedyna słuszna droga, to tylko powodzenia:) (tylko z pełną życzliwością!)

    • Bardzo dziękuję 🙂

  • E.

    Czy używasz paskowych testów LH? Zasada działania jest podobna do standardowych testów ciążowych, tyle, że w moczu wykrywany jest hormon luteinizujący, którego stężenie zwiększa się tuż przed rozpoczęciem owulacji (mówiąc bardzo ogólnie, więcej było na histologii ;p). Paczka takich testów kosztuje 15-20 zł, w opakowaniu jest 5 sztuk wraz z instrukcją (w którym momencie należy zacząć testowanie). Głównym przeznaczeniem tych testów jest wykrycie owulacji tak, aby znaleźć najlepszy moment na spłodzenie potomka. Oczywiście nie mogą być stosowane jako metoda antykoncepcji ze względu na dużą niepewność pomiaru, jednakże są kolejnym dodatkiem do naturalnych metod wykrywania płodności. Przy regularnym cyklu i braku problemów hormonalnych powinny dać odpowiedni rezultat i być może zwiększyć ilość możliwych dni bez nadmiernego ryzykowania. 😉 Istnieją też elektroniczne urządzenia wspomagające metody naturalne – np. lady comp. Tego nie testowałam i nie mam pojęcia, czy opinie na ten temat są pozytywne. Mówiąc ogólnie urządzenie elektroniczne na podstawie różnych pomiarów wyznacza dni płodne i sugeruje kiedy należy zażyć tabletkę antykoncepcyjną – oczywiście w przypadku Twoich poglądów byłoby to niemożliwe, dobrym substytutem byłoby tu jednak zaniechanie, wszak nikt nie każe nikomu nic łykać. Powodzenia!

    • słyszałam o tych testach, ale właściwie nie pomyślałamm żeby je wykorzystać. przemyślę to, dzięki 🙂

  • Adam

    Hmm , osobiście nie wiem jak wygląda wasz „garaż” ale zakładam że jeśli wciąż tam mieszkacie to musi mieć jakieś plusy (i skoro jeszcze 3 inne osoby chcą tam mieszkać). Ale jak najbardziej zgadzam się że jeden pokój 4×4 to chyba minimum żeby 2 osoby mogły jakoś koegzystować (każdy musi mieć choć trochę własnej przestrzeni). Dlatego radzę trochę poszukać na gummtree (https://www.gumtree.pl/s-pokoje-do-wynajecia/krakow/v1c9000l3200208p1) można spokojnie znaleźć zwyczajny pokój dla 2 osób za 600 – 800 zł (plus media) w normalnych warunkach mieszkalnych wystarczy trochę poszukać.
    PS: „Brak ciepłej wody zgłaszaj od razu właścicielowi mieszkania – niech naprawi to ustrojstwo (zakładam że to nie miejskie ogrzewanie się kończy 😉 tylko macie piecyk gazowy)… to nie średniowiecze i junkersa można nawet za 400 zł kupić”

    Natomiast jeśli chodzi o Twoje plany na temat ciszy i spokoju we własnym mieszkaniu to muszę Cię zmartwić … mieszkania w Krakowie a szczególnie nowe budynki mają ściany dzielące mieszkania o mizernej grubości. Czyli takiej która nie wystarczy byś nie słyszała najnowszej składanki muzycznej sąsiada (o słabym sprzęcie audio-fonicznym) a nawet lecącego za ścianą filmu akcji. Nie pozostaje Ci nic innego jak zapomnieć o bezwzględnej ciszy i się trochę przyzwyczaić …. (albo obkładać ściany pudełkami po jajkach .. działa XD )
    Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia domku gdzie nie masz sąsiadów za ścianą ale…. jako iż zakładam że nie śpicie na forsie (tylko w garażu) a co za tym idzie nie macie piorunujących wypłat i macie po 20 parę lat (22 ?) więc nie macie też oszczędności (pomijając kwoty w wysokości studenckich zaskórniaków za zbieranie truskawek w Niemczech w wakacje)…. To możesz zapomnieć o domku z ogródkiem za pół miliona złotych (w krakowie), tak tak dobrze mnie słyszałaś… to taka okrągła sumka na którą zadłużasz się na 35 lat w banku , jeśli oczywiście zarabiasz na tyle by uwierzyli ci że będziesz mieć 2200 zł miesięcznie „na zbyciu do emerytury” (zakładając ze oprocentowanie nie pójdzie w górę i rata nie podskoczy jak u frankowiczów). Niestety śmiem twierdzić iż 75% polaków nie ma takiej możliwości… Ale skończysz studia i będziesz zarabiać – mam nadzieję nie najniższą krajową wiec powodzenia… Problem tylko że masz w każdą stronę 10 m wokół domu (powiedzmy 9 arów) a przez płot zagląda ci sąsiad (lub z okna drugiego piętra swojego domku 10m za Twoim płotem bo też ma 9 arów) , z jego ogródka słyszysz muzykę, a w weekend czujesz zapach kiełbasek podlewanych piwem. Hmmm trochę smutne jak na marzenie za 35 lat solidnej pracy.

    A co do piły ukosowej … tu chyba wszyscy się ze mną zgodzą jak powiem iż robienie z jednego pokoju warsztatu gdzie kręci się piła ukosowa a pył ściele się po wszystkim (łóżkach ? pościeli ? Twoich płucach ?) jest objawem posiadania męża który jest niespełna rozumu. Kto o zdrowych zmysłach kupuje piłę ukosową do pokoju 4×4 m ?

    „Troszkę” się rozpisałem … a temat był o NPR
    Po pierwsze – Bóg chce byśmy byli szczęśliwi i to chyba oczywiste dlatego chce by małżonkowie złączyli się w jedno ciało co umocni ich związek i przyniesie potomstwo. A gdy mają już rozsądną ilość potomstwa to co ? koniec bliskości ? Nie widzę powodu żeby Bóg chciał zakazu bliskości w małżeńskim życiu (po urodzeniu rozsądnej ilości potomstwa lub innych momentach życia gdy potomstwo to niekoniecznie dobry pomysł) bo dlaczego ? – i co więcej, naprzemienne okresy wstrzemięźliwości i radości tylko umocnią wspólną relację – celebrację szczęścia i oczekiwania. Powoduje to że nie spłycamy się do zaspokajania swoich popędów ot tak kiedy mamy tylko ochotę (jak różna antykoncepcja). Myślę że najsmutniejszy w antykoncepcji jest właśnie element „zachcianki” kiedy kierujemy sie wyłącznie instynktami (a nie dobrem drugiej osoby) i jeśli możemy ZAWSZE to prędzej czy później znudzi się „zabawka” (dzieci uwielbiają zabawki z wystawy – tajemnicze niedostępne, niepoznane – a jak już mają w domu to po chwili się nimi nie bawią). A znudzenie prowadzi do dewiacji i szukania nowych wrażeń. I tu widzę ogromną przewagę NPR (stosowanego w kontekście rozpoznawania płodności) bo nie powoduje powyższych skłonności tylko – jednoczy i uczy pokory a jednocześnie poprzez okresy wstrzemięźliwości nie daje się wam znudzić sobą. Jako minus trzeba przyznać iż trochę odbiera efekt spontaniczności (wiesz że dziś upojnej nocy nie będzie …).
    Ale w jakim małżeństwie chciałybyście być drogie panie ?
    – Mąż ma ochotę na żonę to wyciąga kartonik z gumą i już .. 5 min i idzie spać. Skoro można robić coś najprzyjemniejszego to po co robić inne rzeczy ?
    – Pół miesiąca szczęścia (myślę że jak mąż czekał 2 tyg to raczej będzie miał chęć na znacznie więcej niż jeden szybki numerek)

    1) Uważam że niepoprawnym jest mówienie że omijanie płodności jest grzechem lub że zawsze trzeba współżyć z intencją do posiadania dzieci i jak się trafi – to szczęście. Jeśli Bóg chciałby by współżycie tylko służyło do posiadania dzieci to kobieta nie miałaby okresu niepłodnego , tylko zawsze byłaby płodna z jakąś szansą na poczęcie – wtedy Bóg zawsze mógłby dać dziecko lub nie jakby chciał – ale tak nie jest 😛 Kobieta została stworzona przez Boga z czasem niepłodnym.
    2) Jest to działanie przeciw woli Bogu i zamykanie mu drogi przez co nie może dać nowego życia. Wybaczcie ale bzdura .. jak można zadziałać wbrew Bogu by ten nie mógł nic zrobić .. jakby chciał, to da nowe życie tak czy inaczej .. mąż się nie opanuje , bardzo wczesne dni płodne .. milion sposobów dla wszechmogącego Boga…
    3) Należy się otworzyć na życie zawsze – to Bóg wybiera czy da dziecko, czy nie – więc jak da to znaczy że taka jest jego wola – nie należy stosować NPR by unikać dzieci…. Naprawdę ? to prawie jak wierzyć że jak się skoczy z wieżowca to jak Pan Bóg chce naszej śmierci to zginiemy a jak nie to przeżyjemy … Nie ! Jak się skacze z wieżowca to jest ogromna szansa że zginiemy … wiec jak zginiemy to nie znaczy że Bóg chce żebyśmy umarli .. poprostu jesteśmy głupi bo skoczyliśmy i sami jesteśmy sobie winni … Więc jak współżyjesz w najlepszy dzień dla poczęcia dziecka i dostaniesz dziecko to nie dlatego że Bóg tak chciał, tylko to była twoja wola że wybrałaś ten dzień mając 90% szansy. Bóg nie będzie ingerował w to że będziesz mieć kolejne dziecko którego nie masz możliwości utrzymać – to twoja wola , magicznie nie będzie cudami z nieba bronił Twojej komórki jajowej przed zapłodnieniem .. absurd.

    Uważam że nie ma nic złego w rozpoznawaniu płodności i omijaniu dni płodnych – ważne są tylko czy powody dlaczego to robimy (intencje) są dobre.
    I nie ma co narzekać że to tylko część czasu na małżeńskie sprawy :
    Tylko pół miesiąca szczęścia ? na pewno ? Czy też życie w wiecznej młodości, gdzie co miesiąc cofasz się w czasie do czystości narzeczeńskiej – Gdzie czas w łożu małżeńskim zamieniasz na wspólne wieczory filmowe, spacery tylko we dwoje – odczuwasz ogromną TĘSKNOTĘ za sobą, gdzie chcesz być najbliżej, najdłużej z ukochanym – nie możesz puścić jej ręki a ona dałaby wszystko by jeszcze chwilkę pozostać wtulona siedząc na jego kolanach w parku. A później nadchodzi dzień upragnionej jedności gdzie ta tęsknota nagle przemienia się w ogromną radość i szczęście.
    Pamiętajcie że szczęście w życiu zależy tylko od naszego punktu widzenia.

    On spogląda z zniecierpliwieniem na zegar w pracy – jeszcze 5 min .. Patrzy na kalendarz z zakreślonym czerwonym kółkiem na dzisiejszym dniu i czerwonym sercem narysowanym przez żonę .. Jeszcze 5 min.
    Ona spogląda na zegarek … jeszcze 4 min – Zaraz wyjdzie z pracy , wróci do domu a ja rzucę się mu na szyję i zostaniemy w objęciach przez 15 minut 🙂 Będę go tak trzymać z całej siły, a wieczorem.. to już dziś wieczorem, oh jeszcze 3 minuty.
    Hmm, goliłem się rano wiec wieczorem mogę kłuć, skoczę chyba po maszynkę… Ciekawe czy będzie mieć tę sukienkę ode mnie jak ją przywitam w drzwiach.. wycałuję ją za chyba za wszystkie czasy… a wieczorem … Oh to będzie NOC długa noc.. hmm … może powinienem wziąć na jutro urlop?

    Pozdrawiam,

    • Serio 😀 Super komentarz 😀 Garaż ma ten plus że ma ogród, więc można piłę wynieść do ogródka i tam ciąć 😀 Mój Mąż nie jest niespełna rozumu i zawsze tnie i pracuje na polu także spoko 😀