Przemyślenia

Czasami się po prostu nie da

7 lutego 2017

Po raz kolejny przepadam w Google. Wpisuję hasło, które wcześniej wpisywałam nie jeden raz, z nadzieją że się uda. Z nadzieję że tym razem znajdę. Wpisuję „jak się zorganizować”, i przechodzę strona po stronie, aż zaczynają boleć mnie oczy. Strona po stronie, w nadziei że coś mi umknęło. Ale nie. Przeczytałam już wszystko a odpowiedzi brak…Przeczytałam niezliczoną ilość artykułów, wpisów i postów na temat organizacji życia. Nie znalazłam wielu konkretów, w większości puste slogany. Kup kalendarz, zrób listę, nie marnuj czasu. Sama, swego czasu karmiłam czytelników takimi radami od siedmiu boleści. Może i wpisy są okraszone pięknymi zdjęciami zorganizowanych blogerek, których pękające w szwach kalendarze pomagają im utrzymać życie w ryzach. Wraz jednak z powiększającym się „stresowym kamieniem” w moim żołądku, po kolejnej sesji naprzeciwko wujka Google, po kolejnej godzinie bezskutecznych poszukiwań zrozumiałam że się nie da.

Czasami po prostu się nie da zorganizować. Czasami trzeba dać się porwać, dać się ponieść i spróbować nie zatonąć.

Jestem inżynierem. Jestem żoną Inżyniera. I wiem jedno. Liczby nie kłamią.

Jeżeli śpię 8 h, jestem w pracy 8,5 a 1,5 spędzam w autobusie to okazuje się, że do zagospodarowania pozostaje mi 6 h. Wydaje się naprawdę dużo. Ale tak naprawdę, to ilość rzeczy które chciałoby się zmieścić w tym czasie jest naprawdę zbyt duża. A do tego studia w weekendy…

Gotowanie, zmywanie, jedzenie, sprzątanie, prysznic, rehabilitacja, gra na pianinie, rozmowa z Mężem, nauka włoskiego, wykonywanie zadań na kurs programowania, praca nad blogiem, zakupy, nauka na studia, kurs Biblijny.

Każde niewykonane zadanie z niekończącej się listy TODO, masa wyrzutów sumienia, i dzień po dniu walka, ze zdiagnozowanym uzależnieniem od nadmiaru zajęć. Moje zwyczajne życie przepełnione zadaniami, a często marnowane, z braku siły na cokolwiek w pozie małego żółwika na naszym wielkim łóżku.

Kiedy nie potrafisz poradzić sobie z nadmiarem zajęć, kiedy nie potrafisz odciąć się od pewnych spraw, i kiedy Twoje niskie poczucie własnej wartości nie pozwala Ci na zrezygnowanie z jakiegokolwiek zajęcia, wtedy okazuje się, że nie pomogą Ci internetowe porady blogerek. Możesz czytać wpisy (niekoniecznie autentyczne) o tym jak wspaniale można się zorganizować, jak owocnie i szczęśliwie można sobie żyć, i możesz także, tak jak ja, nałogowo kupować nowe notesy z nadzieją że czysta karta rozwiąże Twoje problemy. Jednak czegoś będzie Ci wciąż brakować. Tego samego czego brakuje mi. Tego kawałka, który pomimo doskonałej znajomości teorii nie pozwala Ci wprowadzić tego do praktyki.

Przestałam już wierzyć, że czołowe blogerki rzeczywiście są takie zorganizowane i świetnie się mają. Nie znam nikogo kto żył by tak naprawdę, i utopia w którą wierzyłam upadła, kiedy zobaczyłam jak wygląda normalne życie.

Oczywiście, teoretycznie mogłabym zrezygnować z pracy. Mogłabym zapisywać w moim pięknym notesie że w środę, ósmego stycznia ugotuję obiad, zrobię pranie, zamówię ślubne zdjęcia i napiszę post na bloga. Mogłabym zostać w domu, witać Męża pachnącym obiadem i codziennie mieć czas na Eucharystię. Wizja kusząca i nawet możliwa, bo Mąż Programista i nasze skromne potrzeby nie wymuszają na mnie pracy zawodowej, jednak jakiekolwiek poważniejsze zastanowienie się nad tą opcją powoduje u mnie atak paniki. Siedzieć w domu? Nie potrafię. Nie poradziłabym poradzić sobie z dojmującym poczuciem bycia darmozjadem. Owszem dopuszczam możliwość pozostania w domu, ale tylko pod warunkiem posiadania dzieci. Rozumiem, że wtedy kobieta w domu jest potrzebna, jednak nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, w której, tak po prostu mam czas. Jednocześnie jest to moje największe marzenie i największy lęk.

Piszę to wszystko, bo może ktoś też tak czuje. Może ktoś też jest w stanie to zrozumieć, i wtedy chcę, żeby czuł się pocieszony. Moje serce jest pełne lęków, pełne braku akceptacji samej siebie i pełne niepewności odnośnie mojej drogi.

Piszę to, bo zirytowały mnie blogerki trąbiące o idealnym życiu, którego nie ma, przez które wydałam zbyt wiele pieniędzy w sklepach papierniczych.

Piszę, bo czasami nie pomoże kalendarz, nowy notes i internetowe porady. Czasami potrzebna jest dogłębna zmiana, o której wiadomo że będzie boleć, ale pomoże, ale na którą nie ma czasu i odwagi. Przynajmniej na razie.

  • Problem współczesnego człowieka to pracoalkoholizm oraz lenistwo. Trzeba znaleść złoty środek. Potrzeba nam współczesnym potrafić mądrze wypoczywać.
    Bóg czasami sprawia, że nie potrafimy się zorganizować, bo może za dużo czasu spędzamy nad realizowaniem planów, a za mało z Nim i z drugim człowiekiem. Czasem za dużo czasu poświęcamy czasu sprawom przyziemnym, a zapominamy całkowicie lub odkładamy sprawy duchowe na sam koniec, na przyszłość. Zapominamy o woli i planach Bożych, bo często myślimy o swoich planach i swojej woli. To nasz ludzki egoizm.

  • Ciekawe spostrzeżenia. Ja jestem zdania, że nie ma uniwersalnych sposobów na organizację czasu, to bardzo indywidualna sprawa. Jedyne co możemy zrobić to inspirować się ludźmi, którzy prowadzą podobny styl życia jak my. Kiedyś zastanawiałam się jak to jest z kobietami, które zawsze fantastycznie wyglądają i w końcu doszłam do wniosku, że często jest to kwestia trochę większej ilości czasu albo priorytetów.
    A notesy… lubię je, ale zauważyłam, że swoje krótkoterminowe plany prawie zawsze zapisuję na małych karteczkach, które wyrzucam, kiedy zrealizuję plan. W kalendarzu zapisuję raczej ważne wydarzenia albo rozpisuję długoterminowe plany. A takie miewam rzadko 😉
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Klara

      Dziękuję 🙂

  • Jo

    Cześć Klaro! Z jednej strony rozumiem Twój problem, z drugiej uważam, że twoja irytacja wynika z pewnych poczynionych założeń i błędów poznawczych.

    Tak, masz rację, doba nie jest rozciągliwa. Nie, pracując na pełen etat nie możesz jednocześnie zajmować się na tip top domem i poświęcć pełnej uwagi związkowi oraz sobie (czy to w wymiarze duchowym, czy psycho-fizycznym). Rezygnacja jest konieczna dla zachowania dobrostanu. Czy Twój Mąż okazuje ci w tej sytuacji potrzebne wsparcie?

    Nie sądzę, że blogerki piszące o organizacji czasu kłamią, czy naciągają rzeczywistość – one tylko dają innym narzędzia, które u nich się sprawdziły, być może dlatego, że zdecydowały się na konkretny tryb życia, pewnie różny od Twojego .

    Nie wiem, jaie blogi czytasz, ale dziewczyny piszace o zarządzaniu sobą w czasie nadzwyczaj często pracują na własny rachunek, zajmują się domem i prowadzą jakiś mały biznes lub zrezygnowały z pracy na pełen etat. Ile z nich pracuje w korpo?

    Zabawny fakt: też pracuję w korpo i masa dziewczyn deleguje sprzątanie/gotowanie/zakupy/opiekę nad dzieckiem zewnętrznym osobom i firmom, którym płaci pieniędzmy zarabianymi przez długie godziny pracy. Paradoks pracy po to, by resztę życia przeżyli za ciebie [odpłatnie!] inni ludzie…

    W poprzednim wpisie sama napisałaś, że twoją świadomą decyzją była rezygnacja ze slow i awans. Z doświadczenia wiem, że taki wybór niesie [nie]stety za sobą dużo wyższą pensję i dużo mniej czasu. Przyznam, że w kontekście twoich wcześniejszych wpisów ta decyzja wydała mi się zaskakująca. Życie to tylko suma konsekwencji podjętych rzez nas wyborów, z którymi musimy się zmierzyć sami. Czysta kartka niestety nie pomoże.

    Życzę powodzenia i nauki odpuszczania. Wszystkiego nie zrobisz, a udowadniając, że jest inaczej lub obwiniając się o niezorganizowania tylko pogarszach swoje samopoczucie. Organizacja to dla mnie kwestia priorytetów:

    wieczór z ukochanym w niepopsrzątanym mieszkaniu, pyszny obiad na mieście i szybkie porządki w domu, a może dobrze płatne nadgodziny, ale brak kolacji. Wszystkie opcje są ta samo dobre, wybierz tę najbardziej zgodną z Twoim „Ja”.

    • Klara

      Dzięki za mądre słowa 🙂 Uczę się odpuszczać. Dziś na obiad mrożona pizza 😀

  • Ostatnio też przechodzę kryzys związany z tym, że nie wiem jak poukładać moje życie (choć w moim przypadku okoliczności wyglądają nieco inaczej). Doszłam do wniosku, że nie ma co panikować z tego powodu, że chwilowo wszędzie panuje chaos. 🙂 Nie mówię, żeby nic z tym nie robić – poszukuję rozwiązania, ale staram się zaakceptować i podejść ze spokojem do faktu, że teraz nie jest idealnie.
    Też miotam się między różnymi wymaganiami, które stawia wobec mnie świat i ja sama. W takiej sytuacji warto się zastanowić, czego TAK NAPRAWDĘ chcę od życia? Czym się chcę zajmować? Za czym tęskni moje serce? Wtedy będę wiedzieć, jakich wyborów dokonywać, bo będą one podporządkowane celowi do którego dążę. Ten temat ostatnio cały czas do mnie wraca. Jeśli nie masz jeszcze dość internetowych porad, to polecam Ci konferencję O. Kramera na ten temat 🙂 https://www.youtube.com/watch?v=unq8zrrh620 Myślę, że mimo wszystko, jest dość życiowa. 😉 I jeszcze wszystko Witka Wilka o życiu z pasją. 🙂
    Klaro wszystko będzie dobrze. Odetchnij głęboko i powolutku zajmij się swoim życiem. 🙂 Daj sobie odpowiednio dużo czasu na to. Wierzę, że wszystko się ułoży. 🙂

    • Klara

      Dziękuję za linki i miłe słowa. Każdego dnia uczę się odpuszczać i godzić z tym że nie ze wszystkim dam radę. Tobie też powodzenia 🙂 Będzie dobrze 🙂