Prostota

NJŻ #8 – O oszczędzaniu pieniędzy

By on 21 marca 2016

Studencki budżet i te sprawy. Tematy bliskie nam wszystkim i często przyczyny ciężkich rozkmin jak dożyć do końca miesiąca.

Ogólnie zauważyłam trend że studentom nieźle się powodzi. Podzieliłabym ich na kilka grup:

-szczęściarze którzy potrafią  którzy potrafią programować albo mają inne umiejętności które sprawiają że korpo płaci im całkiem niezłą sumkę

-ludzie którzy mają bogatych rodziców którzy kupują(!) im mieszkanie w Krakowie i bez zająknienia łożą na ich utrzymanie na przyzwoitym poziomie

-cała reszta która stara się jakoś przerwać

Mogłoby się wydawać że jest ciężko, ale w sumie jakby się nad tym zastanowić to przy odpowiednim podejściu do tematu można sobie całkiem nieźle żyć. Dodam że niezależność finansowa to wspaniała sprawa i naprawdę warto się potrudzić żeby móc poczuć tą satysfakcje.

  1. Skąd wziąć pieniądze Na pewno nie rosną na drzewach, ale ich zdobycie nie jest nie możliwe. Przede wszystkim polecam powalczyć o stypendium. Może i jest ciężko ale kilka stówek „za darmo” to super sprawa. Poza tym oczywiście można zarabiać. Polecam mierzyć wyżej niż w rozdawanie ulotek. Jednym z najbardziej dochodowych zajęć jest dawanie korepetycji, warto też szukać prac na zlecenia czy popytać znajomych czy kogoś nie potrzebują przy jakieś robocie. Oczywiście zostaje jeszcze posada kelnerki ponoć całkiem niezła ze względu na napiwki. O ile możecie spróbujcie znaleźć coś w miarę w waszym zawodzie albo chociaż coś co ładnie będzie wyglądać w CV
  2. Na czym oszczędzić Możliwości jest multum. Przede wszystkim kawa. Nie wie  kto przy zdrowych zmysłach wydaje 7 zł na kawę. W tej cenie mogę mieć obiad na dwa dni !!! Ogólnie całe jedzenie „na mieście” to dość droga impreza i gotowanie w domu to naprawdę lepsza opcja. Jak już jesteśmy przy jedzeniu to polecam wybierać się na zakupy do dużych supermarketów. Zrobić LISTĘ ZAKUPÓW i dzielnie się jej trzymając przemierzać kolejne kawałki świątyni konsumpcjonizmu. Jestem pewna że zakupy raz a tygodniu wystarczą zupełnie. Jest to oszczędność czasu i pieniędzy. Kolejnym punktem głównie dla dziewczyn są kosmetyki. Oczywiście jako studentka nie kupuję ubrań ponieważ obiecałam sobie że dopóki nie zniszczę  wszystkiego co mam nie kupuję nic nowego.
  3. Jak wydawaćRozsądnie. Polecam płacić gotówką ponieważ wtedy widzisz pieniądza i jakoś trudniej się z nim rozstać 😉 Ja osobiście staram się na początku miesiąca zapłacić za mieszkanie, zostawić 300 zł w gotówce „na życie” i resztę przelać na konto oszczędnościowe, jak coś zostanie to pod koniec miesiąca także dodaję do oszczędności.

Polecam każdemu studentowi spróbowanie „ascetycznego” życia w którym wydajmy tak mało jak to możliwe i staramy się zarobić sami na siebie.  Niezależność finansowa to jedna z rzeczy z których jestem najbardziej dumna i uważam że naprawdę warto się trochę wysilić żeby to poczuć. Tak życie za 700 zł jest możliwe 🙂

Continue Reading

Prostota

NJŻ #7 – O pozytywnym myśleniu

By on

Temat pozytywnego myślenia był przeze mnie wałkowany już nie jeden raz, wciąż jednak czuję potrzebę powiedzenia czegoś więcej, a przede wszystkim pełniejszego zastosowania tego co piszę w moim życiu. Wiem nie od dziś, że szczęście zależy tylko od nas samych. Może się nam wydawać, że wraz z kolejnym sukcesem, kolejnym spełnionym marzeniem i kolejną nabytą rzeczą nasze szczęście będzie wzrastać, jednak są to tylko pozory. Odkładanie swojego szczęścia na później, do czasu odhaczenia kolejnego punktu z listy wpędza nas w nieustanną gonitwę, i de facto pozbawia możliwości bycia szczęśliwymi tu i teraz. Wiem, że może wydawać się trudne bycie szczęśliwym tak ot, jednak chciałabym przekazać Wam kilka wskazówek jak sprawić aby poczuć się zadowolonym z życia.

1. Wdzięczność

Fundament szczęśliwego życia i moim zdaniem postawa absolutnie najważniejsza. Wypracowanie w sobie nawyku wdzięczności znacznie poprawia jakość życia. Na początku może się to wydawać nienaturalne, jednak z czasem dostrzeżesz jak wiele zmieniło się w Twoim nastawieniu. Proponuję założyć sobie mały notes i nosić go zawsze przy sobie, można też użyć komórki lub kartki papieru. Chodzi o to, aby przez jakiś czas, np. tydzień lub dwa zapisywać sobie dobrze rzeczy które Cię spotkały. Nic nie jest zbyt mało ważne aby za to dziękować, więc kiedy nie wiesz od czego zacząć skup się na oczywistościach. Żyjesz, widzisz i słyszysz. Mieszkasz w wolnym kraju. Możesz oglądać śmieszne filmiki. Ktoś ugotował Ci obiad. Zdałeś kolosa. Masz dwie ręce i możesz podrapać się po plecach. Świeci Słońce. Jest Ci ciepło. To więcej niż połowa ludzkości. Jesteś szczęściarzem. Kiedy nawyk wdzięczności wejdzie Ci w krew zaczniesz dostrzegać wszystkie małe sprawy. Wtedy możesz przerzucić się z małego notesu na dziennik wdzięczności i przypominać sobie wszystkie te momenty zapisując je pod koniec dnia. To naprawdę działa.

2. Spróbuj pokonać spiralę narzekania i obgadywania

Mówi się, że my Polacy kochamy narzekanie i jest to nasz sport narodowy. Coś w tym jest, ponieważ gdzie się nie pojawię czuję fale „hejtu i nienawiści” do życia. Jest źle, słabo, marnie, beznadziejnie, ciężko … żeby nie powiedzieć gorzej. Sama czasami daję się wplątać w tą atmosferę i zaczynam użalać się nad sobą i narzekać po całości. Tyle że to donikąd nie prowadzi. Nie dość że skupiamy się za tym co złe, zamiast skupić się na punkcie pierwszym, to jeszcze rozsiewamy dookoła siebie „zapach przygnębienia”. Wiem że jest ciężko. Wiem że na studiach trzeba się sprężać i że wysiłek z tym związany jest całkowicie niewspółmierny z późniejszymi korzyściami. Wiem że nie masz chłopaka/masz złego chłopaka/jeszcze nie zostałaś narzeczoną itp. Wiem że ona ma lepsze ciało, on lepsze oceny a sąsiadka z trzeciego piętra nowszy telewizor, tyle że to NIE MA ZNACZENIA. Sami kreujemy rzeczywistość w jakiej żyjemy, toteż narzekając psujemy swoje życie, myśląc pozytywnie polepszamy je. Co do obgadywania, to też nic dobrego. Jeżeli nie masz nic ciekawszego co powiedzenia niż obsmarowanie kogoś za to co zrobił lub czego nie zrobiła to lepiej poszukaj w sieci jakieś ciekawostki przyrodniczej 🙂

3. Uwierz w najlepsze intencje innych ludzi

Moim zdaniem ta rada jest najwspanialsza jak chodzi o związki, jednak w relacjach z innymi też z powodzeniem się sprawdza. Chodzi tylko o to żeby zakładać z góry jak najlepsze intencje drugiej osoby. Zamiast nastawiać się negatywnie, szukać dziury w całym i narzekać na kogoś, lepiej myśleć z przekonaniem że ta osoba chce dla nas jak najlepiej. Podam prosty przykład. Jeżeli mój Ukochany Programista jest ze mną już ponad 4 lata, to znaczy że mu na mnie zależy, a skoro tak, to wiem że pragnie dla mnie jak najlepiej (tak jak ja dla Niego), a skoro tak, to głęboko wierzę że robiąc coś ma na celu coś dobrego a nie zranienie mnie czy zrobienie mi na złość. Nawet jeżeli czasem (bardzo rzadko) zdarzy mu się zrobić lub powiedzieć coś nieprzyjemnego, to zakładam raczej łatwy do wybaczenia i zapomnienia wypadek przy pracy niż celową złośliwość, co bardzo polepsza mój stosunek do Niego a w konsekwencji całą relację, która jest centralnym punktem mojego życia

4. Zaufaj

Jeżeli wierzysz w Boga to Twoje życie jest bez porównania łatwiejsze. Bóg jest Wszechmogący, ma dla Ciebie dobry plan i wszystko co się dzieje w konsekwencji służy Twojemu dobru. W takiej sytuacji całe zamartwianie się i przejmowanie odpada z Twojej głowy, oddajesz je komuś silniejszemu, który z radością je poniesie. Zaufanie w to, że Twój plan już jest wymyślony rodzi spokój i pogodzenie się z sytuacją, a to bezpośrednio oddziałuje na polepszenie się jakości życia.

Powyższe rady to tylko moje sposoby które staram się wykorzystać na co dzień. Jeżeli macie jakiś ciekawy pomysł koniecznie dajcie znać w komentarzu.

Continue Reading

Prostota | Zdrowie

NJŻ #6 – O aktywności fizycznej

By on

Zastanawiam się skąd nam się to bierze. Takie wrodzone lenistwo i niechęć do aktywności fizycznej. Bo niby ludzie są coraz aktywniejsi, siłownie pełne, Błona zaludnione biegaczami, ale jednak wciąż całkiem spora grupa MŁODYCH ludzi ma poważny problem z oderwaniem się od kanapy. Nie mówię że jestem jakaś święta w tym temacie, ale naprawdę ruszam się 90% dni w roku, a i tak uważam że sporo jeszcze mi brakuje.

Uważam że dla podniesienia jakości życia kluczowe jest podniesienie swojego zacnego siedzenia z kanapy. Całkowity brak aktywności (niespowodowany oczywiście chorobom czy jakimiś problemami ale lenistwem) jest dla mnie synonimem rozmemłania i nieogarnięcia życiowego. Oczywiście nie trzeba od razu zostawać wyczynowcem ale po prostu trochę się poruszać.

Doba ma 24 h, tak więc pół godziny przeznaczone na aktywność fizyczną to raptem 2,083%. Naprawdę da się to wcisnąć nawet w mocno wypchany plan zajęć. Żeby Was dodatkowo zmotywować przedstawię proste wyliczenie:

–> pół godzinny spacer w średnim tempie (5km/h) to spalenie ok. 120 kcal

–> spacerując 6 dni w tygodniu przez 52 tyg spalimy w sumie 37 440 kcal co przekłada się na ok. 4 kg rocznie, także spokojnie w ten sposób niewielkim wysiłkiem można się pozbyć tego i owego.

Nikogo nie trzeba przekonywać że aktywność fizyczna jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania. Niektóre z jej licznych zalet to:

  • Dotlenienie organizmu
  • Rozwój mięśni
  • Wzrost wydolności
  • Ogólnie lepszy stan zdrowia
  • Ładniejsza sylwetka
  • Więcej energii
  • Lepsza organizacja czasu
  • Lepszy humor 🙂

Rzeczą do której chciałabym Was szczególnie zachęcić jest rozciąganie. Większość ludzi pomija je i traktuje o macoszemu, mimo że jest to najważniejszy element treningu. Chroni przed kontuzjami i uwalnia od bólu. Sądzę że 10 minut rozciągania przed snem, to jeden z najlepszych prezentów jakie możemy sobie sprawić.

Warto przestać szukać wymówek i ruszyć się miejsca. Oto kilka moich propozycji:

  • spacery
  • szybkie marsze (z kijkami i ciężarkami)
  • jogging
  • taniec
  • jazda na rowerze
  • jazda na rolkach
  • basen

Aktywności te wydają się w miarę ogólnodostępne i generalnie tanie, toteż idealne dla studentów. Nie zapominajcie że aktywność można wpleść w swoje codzienne życie, czego najlepszym przykładem jestem ja sama dojeżdżająca codziennie na uczelnie i do pracy na rowerze 🙂 Można też wysiąść dwa przystanki wcześniej i się przejść, tańczyć podczas sprzątania czy zamiast na ciastko z koleżanką umówić się na łyżwy, rolki lub spacer. Okazje się mnożą, a nasze ciało kiedyś nam za to podziękuje 🙂

Pamiętajcie  – w zdrowym ciele zdrowy duch 🙂

Continue Reading

Prostota

NJŻ #5 – O produktywności

By on

Poczułam że moja produktywność sięgnęła dna, kiedy przez pół dnia oglądałam filmiki na YT zamiast się uczyć na jeden z egzaminów. Wiem, że nie tak miało być, i nie powinnam tak robić, ale cóż. Zdarzyło się. Trzeba było wyciągnąć wnioski i iść dalej…

1. Twoja produktywność to cudowne narzędzie które pomoże Ci zrobić więcej w krótszym czasie, więc warto ją obudzić i zaprzęgnąć do walki o wygraną sesję.

2. Po raz enty przypominam o pomidorowym strażniku produktywności. Ta metoda jest naprawdę genialna. Fakt, zdarza mi się trochę przeciągać przerwy, ale naprawdę chcę się spiąć i ogarnąć te kilka egzaminów które mi zostały, więc spróbuję dokładniej trzymać się czasu.

3. Wyłączamy rozpraszacze. Facebook zablokowany, poczta zamknięta, telefon wyciszony. Możemy działać. Naprawdę nie da się skupić jak coś Ci bzyka co minutkę.

4. Potęga przerwy – już o tym pisałam, ale przypominam: scrolowanie facebooka nie jest dobrą przerwą. Trzeba oderwać cztery litery od stołka i wykonać kilka ruchów. Serio – pomaga.

5. Pij wodę – naukowcy udowodnili że wypicie szklanki wody przed nauką zwiększa zdolności mózgu do zapamiętywania. Więc – do kranu marsz !

6. Pomyśl o nagrodzie – dłuższe ferie, kasa za warunek w Twojej kieszeni, zdawanie egzaminów ma swoje plusy i to znaczne, więc naprawdę te dwa tygodnie poświęcenia są tego warte

Continue Reading

Prostota

NJŻ #4 – O planowaniu i organizacji

By on

Założę się, że mniej więcej połowa studentów w ramach postanowień noworocznych chciałaby stać się ludźmi bardziej produktywnymi i zorganizowanymi. Sama postawiłam sobie taki cel, i ten wpis jest podsumowaniem moich rozmyślań w tym temacie.

Mogę o sobie powiedzieć że jestem zajętą osobą. Studia na wymagającym kierunku, praca, prowadzenie domu. Wszystko razem zajmuje mi prawie cały dostępny czas. Jako tako mi się udaje ogarniać, zaliczać w pierwszych terminach i czasem spać, ale to nie jest to, co w pełni mnie satysfakcjonuje.

O to właśnie chodzi dla mnie w nowej jakości o której teraz piszę – aby stare rzeczy ułożyć w nowy sposób, aby te sprawy których nie możemy zmienić ogarnąć tak, aby życie jako całokształt było choć odrobinę lepsze.

Moim największym bólem są studia. Uczelnia zajmuje mi strasznie dużo czasu, zarówno na zajęcia, jak i na robienie projektów i sprawozdań. Co więcej nie mogę powiedzieć że są wspaniałe i cudowne. Owszem jest bardzo ciekawie, ale nie tak żeby warto było tak harować. Co więcej niespecjalnie pociąga mnie perspektywa pracy w zawodzie, więc właściwie odliczam dni kiedy w końcu zostanę upragnioną panią inżynier i będę mogła zająć się czymś wspanialszym 🙂

W każdym razie, po przydługim wstępie, o ile jeszcze nie usnęliście, chciałabym podzielić się z Wami kilkoma sposobami organizowania pracy, aby wycisnąć z siebie co się da i w możliwie krótkim czasie pokonać wszystkie sprawy do załatwienia.

Przede wszystkim, Ameryki nie odkrywam, pisząc że najważniejszy jest plan. I to nie byle jaki, ale stworzony w oparciu o technikę ustalania priorytetów, o której wspomniał kolega Michał.

macierz

Planując swój tydzień warto oprzeć się na Kwadracie Eisenhowera. Jest to całkiem niezły sposób na rozmieszczenie swoich zadań w czasie. W praktyce robię to tak, że w piątek wypisuje całą listę spraw na kolejny tydzień. Kolokwia i wszystkie inne sprawy na uczelnie, lekarzy, uczniów, zakupy, obowiązki domowe, spotkania, aktywności sportowe, i wszystkie inne rzeczy które chciałabym załatwić. Następnie mając listę wpisuję poszczególne sprawy w dany kwadrat, i na tej podstawie planuję cały tydzień. Najpierw wpisuje oczywiście lewy górny, pozostałe luki po równo staram się zapełnić prawym górnym i lewym dolnym. Prawy dolny mogę spokojnie pominąć i ewentualnie odhaczyć, gdy pojawi mi się jakaś niespodziewana luka, np. ktoś odwoła korepetycje. Wadą tego sposobu jest to, że moje życie jest mało spontaniczne, ponieważ sporo planuję, ale z drugiej strony, wpisując w harmonogram czas spędzany z Ukochanym wiem, że na pewno go znajdę.

Z drugiej strony warto pamiętać aby zostawić trochę czasu na niezaplanowane przygody. Często coś się zdarzy, wypadnie albo się przedłuży i wtedy można się nieźle zestresować. Ogólnie stosuję niepisaną zasadę, że jeżeli jakiś spory projekt przewiduje na dłużej niż 4 h zostawiam dodatkową godzinę zapasu, jeżeli zaś sprawa jest krótsza zawsze mam w nadmiarze ok. pół godziny. Wiadomo że czasem coś nie wypali, ale ogólnie system sprawdza się całkiem nieźle.

Moim największym strażnikiem produktywności jest Metoda Pomodoro. Pisałam o niej już kiedyś, jednak jest tak wspaniała że zasługuje na kilka dodatkowych słów. Myślę że większość już o niej słyszała, ale na wszelki wypadek napiszę o co chodzi. Dzielimy sobie pracę na półgodzinne bloki: 25 minut intensywnej pracy podzielone są 5 minutowymi przerwami. Co jest dla mnie najważniejsze (i zbawienne dla mojego kręgosłupa) to że w ciągu tych 5 minut zawsze wstaję, robię kilka ćwiczeń, idę do łazienki lub napić się wody. Do odmierzania czasu można użyć jednego z tysięcy minutników dostępnych w internecie. Po czterech seriach jest czas na dłużą, 15-20 minutową przerwę, kiedy można coś przekąsić lub spędzić kilka miłych chwil z Ukochanym 🙂

Warto także pamiętać Prawie Parkinsona które mówi, że praca rozciąga się tak, że zajmie Ci cały poświęcony na nią czas, uwierzcie mi, praktyka pokazuje że jeżeli stwierdzę że dziś cały dzień będę robić sprawozdanie to istotnie rozwlecze się ono na cały dzień, za to jeżeli powiem sobie że zrobię je między 7-13 to prawdopodobnie o 13 będę już wolna.

Jeżeli czujesz się przytłoczony ilością rzeczy do zrobienia nie zapominaj o metodzie małych kroków. Nawet największe zadanie, podzielone na małe kawałki nie wydaje się już takie straszne.

Moim ostatnim odkryciem jest delikatna zmiana sposobu myślenia. Kiedy czuję się naprawdę zmęczona, przytłoczona i nieszczęśliwa, obiecuję sobie że będę się trzymać i działać jeszcze tylko 5 minutek, potem kolejne 5 i kolejne. Mając w perspektywie tak niewiele czasu do przetrwania nie sposób się załamać. Dzieląc czas na maleńkie odcinki można spokojnie przeżyć nawet najgorszy dzień 🙂

Continue Reading